Środa z (prawie) Xenomorfem: Prometeusz

To już ostatnie spotkanie z cyklu „Środa z Xenomorfem”. Po kompletnym upadku serii i dobiciu jej przez kiczowaty „AvP:R” niespodziewanie okazało się, że uniwersum chce ożywić sam Ridley Scott. Nagle we wszystkich obudziły się nadzieje i jednocześnie pojawiły się ogromne oczekiwania. Sam Twórca! Ten, Który Zrealizował Pierwszego „Aliena”! Ale czy Mistrz podołał?

dalej „Środa z (prawie) Xenomorfem: Prometeusz”

Środa z Xenomorfem: Obcy – Przebudzenie

Po nużącym i średnio ciekawym „Obcym 3” przyszedł czas na kolejną odsłonę serii: „Obcy: Przebudzenie”. Przyznaję, że film oglądałem chyba tylko raz w życiu, może dwa, w każdym razie na pewno bardzo dawno temu i niewiele z niego pamiętałem. Pierwsze dwie części były świetne i zastanawiałem się, jak po tylu latach i na tle niedawno odświeżonej trylogii wypadnie „czwórka”. Czy będzie lepsza od „trójki”?

dalej „Środa z Xenomorfem: Obcy – Przebudzenie”

Środa z Xenomorfem: Obcy – ósmy pasażer Nostromo

Przy okazji niedawnego seansu Aliena: Covenant postanowiłem odświeżyć sobie sagę o Obcym. W sumie kwadrologię oglądałem dobre kilkanaście lat temu – bardzo możliwe, że jeszcze w zeszłym tysiącleciu, więc chyba warto wrócić do tego, co tak mocno fascynowało i ciągle fascynuje ludzi. Plan jest taki, żeby opisywać jeden film co tydzień, a na tapetę wezmę 4 filmy samodzielne plus te dwa nieszczęsne crossovery z Predatorem. Zobaczymy, czy dam radę dotrzymać terminów. 🙂 Na pierwszy ogień idzie „Ósmy pasażer Nostromo”…

dalej „Środa z Xenomorfem: Obcy – ósmy pasażer Nostromo”

Wprowadzenie do serialu Star Trek TOS

Powstały w latach 60 Star Trek, zapoczątkował tę piękną i długą serię. Jego akcja dzieje się około 100 lat po kapitanie Archerze i opowiada losy załogi Enterprise po dowództwem kapitana Jamesa T. Kirka. Ponieważ serial był kręcony ponad 50 lat temu nie spodziewajcie się tutaj moi drodzy niesamowitych efektów specjalnych (chociaż wtedy robiły wrażenie). Niestety często też będziemy się tu spotykać z lekko infantylną fabułą a czasami nawet i głupią. Jednak jest parę odcinków które nadal potrafią zrobić wrażenie na widzu swoją innowacją i interesującym podejściem do tematu. Pojawią się też tu klasyczne rasy jakie już nam towarzyszyły (rozumiem, że serial Enterprise obejrzany? Ewentualnie przeczytane recenzje na naszej stronie) takie jak Klingoni czy Romulanie. Niestety tworzenie w miarę spójnego uniwersum trekowego na dobre zaczęło się dopiero w serialu The Next Generation więc sporo ras zostało tu wspomniane tylko na jeden odcinek. Często słyszę pytanie: czy warto sięgać po ten serial, czy czasem nie zestarzał się on za bardzo. Odpowiedź na to jest tylko jedna: warto ale wybrane odcinki i trzeba być gotowym na wytwór lat 60 a więc wielkie dźwignie zamiast przycisków i niestety pewną schematyczność odcinków. W podsumowaniu całego serialu postaram się wypisać wam „perełki” warte obejrzenia. Tymczasem zapraszam was świat gdzie świat pierwszy raz usłyszał te słowa: Kosmos, ostateczna granica…

Star Trek Enterprise – czy warto?

Na temat tego serialu możecie znaleźć sporo, od zachwytów do nienawiści. Spróbuję tutaj podsumować ten serial, czasem go bronić, a czasem zganić. Przede wszystkim, żeby dobrze zrozumieć te skrajne opinie, musimy sobie uświadomić w jakim momencie przyszedł na świat ten serial. Powstał on bowiem zaraz po „złotym wieku” serii czyli lat 90, kiedy to były nadawane trzy seriale trekowe. Gdy został zakończony ostatni czyli Voyager twórcy stanęli przed trudną decyzją. Co dalej? Czy iść dalej w przyszłość i przeskoczyć o kolejne 100 (jak miało to miejsce w przypadku TOSa i kolejnego serialu). Przeciwko takiej decyzji było zmęczenie widzów wędrówką Voyagera i obawa o wtórność.

Pojawił się nawet pomysł serialu dziejącego się w Akademii Gwiezdnej Floty. Na szczęście został on odrzucony. I tak oto powstał pomysł prequela. Idea wg mnie świetna, pozwalająca odświeżyć serie, pokazując nie potężną Federację, ale właśnie słabych ludzi, którzy próbują swych sił w kosmosie. Niestety ten pomysł niósł również szereg pułapek i nie oszukujmy się, w większość z nich scenarzyści wpadli aż miło. No bo jak inaczej nazwać sytuację w której kapitan już nie krzyczy „osłony” tylko „polaryzacja kadłuba”? Co w zasadzie daje ten sam efekt. Zresztą pierwsze sezony to wypisz, wymaluj poprzednie serie. Znów niezbadany kosmos i dzielna załoga USS Enterprise. Zdecydowanie za mało jak dla mnie takich odcinków jak „Dear Doctor”, gdzie faktycznie widzimy zagubionego kapitana, kładącego podwaliny pod przyszłą filozofię Federacji. Sytuacja trochę się poprawia, zwłaszcza w 4 sezonie, gdzie scenarzyści zaczęli czerpać z dziedzictwa całej sagi. Co do fabuły mam jeszcze zastrzeżenie do zimnej wojny temporalnej. Według mnie to był totalnie niepotrzebny zabieg. Naprawdę nie jest mi potrzebne dodatkowe założenie fabularne w tej postaci. Jak to powiedział pewny mędrzec: jak nie masz problemu zrób prequel i już masz. Zrób potem zabawy w czasie i masz dwa problemy. Z prequelem wiążą się jeszcze dodatkowe problemy. Jak bowiem wytłumaczyć, że tak wielki dowódca jak Archer nie jest już potem nigdy wspomniany?

Jednak serial ten potrafi się obronić. Posiada bardzo ciekawe postacie, które fajnie się rozwijają wraz z fabułą.Dla takich postaci jak Trip czy Phlox warto obejrzeć ten serial.  Co więcej w miarę nieinwazyjnie wprowadza nas do uniwersum Star Treka i tworzy całkiem konkretną spójną historię z innymi seriami. Co mam na myśli? Przede wszystkim sezon 4, kiedy to mamy poruszone problemy Augmentów, czy wyjaśniona zmiana klingońskiego czoła. Trochę szkoda, że scenarzyści nie szli tym tropem od początku serii. Mistrzostwo dla mnie to również odcinek gdzie pojawia się Borg. Tak sprytne powiązanie filmu kinowego i serialu TNG – brawo! Żałuje, że serial został skasowany właśnie w tym momencie, zwłaszcza, że w sezonie 5 mieliśmy obejrzeć konflikt ziemsko-romulański, a przykład serialu DS9 pokazuję, że nic nie robi tak dobrze startrekowemu serialowi jak porządny konflikt. Mimo więc swoich wad (któż ich nie ma) na pytanie zawarte w tytule odpowiadam: warto. A przed nami kolejny serial spod znaku Star Trek, czyli przygody Kirka w kosmosie. Będzie zabawa.

 

Star Trek – jak zacząć?

Jako, że dzisiaj mamy premierę kolejnej (13) części tej słynnej sagi wielu z was być może się zastanawia jak się do tego zabrać żeby ze spokojem obejrzeć i poznać całą historię w świecie Federacji. Tak naprawdę istnieją dwie szkoły. Jedna (jej zwolennikiem jest jeden z członków klubu) twierdzi, że należy zacząć oglądanie od produkcji pierwszej nakręconej czyli wydanego w latach 60 TOSa. Na ironię zakrawa fakt, że ten tajemniczy zwolennik nigdy tego serialu nie obejrzał 🙂 Ja natomiast bardzo tej szkoły nie lubię. Z paru powodów. Przede wszystkim serial The Original Series (TOS), zestarzał się niesamowicie i bardzo łatwo jest się od niego odbić i zniechęcić się do całej serii. Po za tym bliższe memu sercu jest podejście chronologiczne  z jednym zastrzeżeniem. Jeżeli drogi czytelniku chciałby zacząć przygodę z tą cudowną serią oto moje rady:

dalej „Star Trek – jak zacząć?”