Star Trek Discovery – „Projekt Dedal” – sezon 2, odcinek 9, recenzja

Kolejny raz dostajemy odcinek Star Trek Discovery reżyserowany przez trekowego weterana, czyli samego Jonathana Frakesa. Poprzednim razem udało mu się tchnąć odrobinę starego ducha w serial, którego generalnie nie lubimy. Jak było tym razem? Znowu będziemy przychylnie wypowiadać się o jego pracy?


Recenzja według Śmiecha

Zarys odcinka jest dość jaki: zbuntowana załoga Discovery spotyka się z admirał Cornwell, która też czuje się odrzucana przez swoje szefostwo i czuje, że coś tam nie gra. Razem postanawiają dostać się do ściśle strzeżonego i tajnego miejsca, gdzie przebywa Sekcja 31, najważniejsi szefowie Floty oraz sztuczna inteligencja kierująca decyzjami admiralicji, by aresztować najważniejszą osobę we Flocie i zobaczyć co też knuje. Brzmi to dość dziwnie i tak jest – sam nie jestem do końca przekonany, czy motywacja bohaterów jest wystarczająco dobrze pokazana na ekranie. Mam wrażenie, że powód, który puszcza w ruch fabułę w tym odcinku jest wyjaśniony troszkę zbyt mgliście i dlatego sam nie umiem dostatecznie klarownie go pokazać. W każdym razie lecą…

Główny wątek odcinka skupia się na Airiam, czyli do tej pory pomijanej przez scenarzystów postaci przewijającej się gdzieś w tle na mostku okrętu. Chodzi o kobietę wyglądającą jak robot. Do tej pory nie było wiadomo kim jest, co potrafi i skąd się wzięła, ale w tym odcinku scenarzyści od razu hurtem odpowiedzieli na wszystkie te pytania. Airiam była kobietą, która po wypadku promu musiała dostać cybernetyczne wszczepy, by przeżyć. Ciekawostką jest to, że Airiam potrafi te sztuczne wszczepy wykorzystywać w sposób, który przybliża ją do komputerów: umie kasować sobie niepotrzebne wspomnienia, by odzyskiwać miejsce w pamięci na nowe informacje. Umie też o wiele szybciej od innych ludzi wykonywać prace analityczne – to ją Tilly prosi o pomoc w złamaniu szyfrów. W każdym razie okazuje się też, że te cybernetyczne udoskonalenia są też przekleństwem, bo to przez nie „Kontrola”, czyli sztuczna inteligencja stworzona do wspomagania decyzji przez Flotę, włamuje się do umysłu Airiam i nią kieruje. Airiam będąc pod kontrolą pomaga po kryjomu wrogom, przenosi w swoim umyśle niczym dzisiejszy pendrive dane z kosmicznej Wikipedii (chodzi o sferę sprzed kilku odcinków) i nawet walczy wręcz z Michałą (o czym za chwilę). I wiecie co? To świetny pomysł.

Tylko że scenarzyści nawet idąc w dobrym kierunku i rozwijając postać robią to w sposób co najmniej zły. Dlaczego marudzę? Przecież do tej pory chciałem rozwoju postaci i pokazanie ich tła. Otóż dlatego, że scenarzyści rozwijają postać Airiam w jednym odcinku tylko po to, by od razu ją zabić. Jeden odcinek to zdecydowanie za mało, by polubić bohatera i czuć z nim jakąś więź. Na ostatnim spotkaniu Pifka wszyscy się z tym zgadzaliśmy, ale Bartas ujął to najlepiej: ponieważ dopiero co poznał Airiam, więc jej śmierć średnio go obchodziła. Miałem to samo odczucie.

Wspominałem o walce wręcz Airiam z pół-boginią Michał. O rany… Jakaż Michała jest wspaniała… 🙂 Jeszcze nie dawno walczyła jak równy z równym z Klingonem, teraz była godnym przeciwnikiem dla cyborga, który z łatwością pomiatał szefową ochrony. 🙂 Mało tego! Michała jest równie wykwalifikowanym psychologiem, który grą w szachy chce pomóc Spockowi wrócić do równowagi psychicznej. Ale żarty na bok. Jak gra w szachy miałaby pomóc Spockowi? Tego nie wiem, a z ekranu się nie dowiedziałem.

Nie tylko Michała drażniła mnie w tym odcinku, mam ogromne zastrzeżenia do admirał Cornwell i sceny, gdy załoga dowiedziała się o minach blokujących dostęp do placówki z admirałami. Niech mi ktoś wytłumaczy, co tam się do cholery stało, gdy pogryzła się z kapitanem Pikiem? W jednej chwili wrzucają sobie, że miny są niezgodne z zasadami Fereracji i że wojna wymaga poświęceń, a w drugiej admirał JEDNYM komplementem powoduje, że Pike dostaje maślanych oczu i już potem bezgranicznie ufa we wszystkie jej słowa i nie ma żadnych zastrzeżeń do łamania zasad? Scena, gdy Pike’a zamurowało, bo admirał nazwała go najlepszym i wartym przeżycia była kuriozalna. Jakież to było głupie…

…podobnie jak argument użyty w rozmowie przez admirał. 🙂 Padłem z krzesła, gdy to usłyszałem. 🙂 Kapitan Pike nie brał udziału w działaniach wojennych z Klingonami, bo – uwaga! – jest najlepszy. Logiczne, prawda? Przecież zawsze tych najlepszych zostawia się poza głównym nurtem, a do walki wysyła z rozmysłem słabeuszy. To normalna taktyka, prawda? Wszystko po to, by po przegranej walce Ci najlepsi mogli odbudować zniszczenia… 🙂 Błagam! Przecież to tak głupie, że aż trudno znaleźć na to jakieś wytłumaczenie. Jak Federacja ma zamiar cokolwiek wygrać, jeśli nie wysyła do walki najlepszych ludzi? Czy scenarzyści w ogóle czytali na głos to, co sami napisali? Dlaczego nie protestował nikt z producentów, czy nawet aktorów?

Na końcu napiszę moje przewidywania, co do Spocka i Michały, która jest najlepsza, najważniejsza i w ogóle. 🙂 Bo jak to jest, że Spock stawia się pół-bogini? Przecież to niemożliwe, by tak genialną istotę obrażał jakiś tam Spock, prawda? No więc przewiduję, że Spock odsuwa od siebie Michałę specjalnie i z rozmysłem, by ją chronić. Podejrzewam, że to dokładnie taka sama sytuacja, jaką rodzeństwo miało w dzieciństwie, gdy to Michała obrzuciła Spocka inwektywami dla jego dobra. 🙂 Teraz chodzi o to samo, ale tym razem to Spock ratuje siostrę. Zobaczycie. 🙂

Podsumowując: od pewnego czasu widać, że twórcy Discovery mają przebłyski normalności i niektóre z ich pomysłów mają nawet potencjał. Nareszcie widać kogoś na mostku poza boginią Michałą, nareszcie mogę wymienić imiona postaci i określić czym się zajmują. Tylko że uważam, że to powinno być normalne. Pierwszy sezon Discovery był tak zły, że teraz, gdy widać wzrost formy cieszymy się z czegoś, co powinno być standardem.

Recenzja według Wookiego

Ależ ten odcinek był głupi na wszelkich możliwych płaszczyznach. Twórcy Discovery potrafią mnie nadal zaskakiwać swoją niekompetencją, choć za każdym razem powtarzam sobie, że już bardziej się nie da… A jednak. Jest to jakiś talent, ale nie wiem, czy akurat szczególnie ceniony przy tworzeniu serialu aspirującego do głównego nurtu.

Zacznijmy od realizacji. Jak w XXI wieku można zastosować taką konstrukcję odcinka w serialu skierowanego do widza starszego niż wiek przedszkolny? Kto jeszcze przedstawia całą historię bohatera w dwie minuty marnej ekspozycji i liczy na to, że ktokolwiek z widzów zżyje się taką postacią? Do tego jest to tak łopatologicznie zrobione, bez próby podjęcia walki o sympatię widza, że scenarzyści też w to chyba nie wierzyli.

A jak już przy scenariuszu jesteśmy, to znów masakra. Nie będę się czepiał dotknięcie problemu uber sztucznej inteligencji zagrażającej całej ludzkości, galaktyce et cetera, bo to temat na czasie, aż jestem zdziwiony, że coś takiego w ogóle w STD się pojawiło. To chyba jedyny pozytyw tego odcinka. Problem w tym, że fabularnie brzmi to niestety jak kompilacja scenariusza wszystkich części Terminatora, gdzie SkyNet wykreślono i zastąpiono nazwą „Control” (swoją drogą gratulację za głęboką nazwę, chylę czoła inwencji twórczej). Sztuczna inteligencja przejęła kontrolę nad potężną instytucją wojskową i chce wyczyścić całą galaktykę z życia biologicznego. Tyle, nie ma tutaj żadnej innej motywacji, powodów takich działań, nic. Po prostu tak zrobi i koniec, bo przecież tak właśnie AI się zachowują, prawda? Jak widać, nawet w nazewnictwie nikt tutaj się nie wysilał.

Do tego dochodzą wspaniałe skróty. Oczywiście najlepszym jest wyjaśnienie dlaczego Pike nie brał udziału w wojnie. Ja nie uwierzyłem w to co słyszę, trzy razy przewijałem scenę… Tak jak mówi Śmiecho, oni już chyba nawet nie czytają na głos tego co napiszą. Ale to nie nie koniec. Są jeszcze cudowne miny, które są wrażliwe tarczę, ale – uwaga, uwaga! – części z nich zadaniem jest zachowywać się jak piła tarczowa i ciąć poszycie statku… A jakie jest sposób uniknięcia kontaktu z minami? Losowe manewry, do których się nie dostosują… Wówczas cała załoga mostka wykrzykuje różne symbole manewrów, że niby tak są mniej przewidywalni. Zatem podsumujmy: manewry wykrzykiwane przez kilka osób są lepsze od wykrzykiwanych przez kapitana, bo oczywiście kapitanowie, gdy unikają ognia, chcą być jak najbardziej przewidywalni dla przeciwnika. Do tego cała załoga mostka zna się na manewrach taktycznych na tyle, że może sobie z czapki rzucać takimi. Jestem pod wrażeniem. 😛 Na tym jednak nie koniec, bo trzeba jeszcze wspomnieć o Sekcji 31 w tym kontekście. Otóż „Kontrola” (jaka ta nazwa jest słaba) wybiła całe dowództwo tajnej organizacji i nikt o tym nie wie, bo… hologramy. I w taki oto sposób wiemy jak nasi ukochani scenarzyści pozbędą się z uniwersum hologramów. Geniusz w czystej postaci.

Jest jeszcze gwóźdź programu, czyli nasza niebieskolica, cybernetyczna załogantka. Problem w tym, że chyba twórcy nie widzą różnicy między cybernetyką, a robotyką. Bo jej zachowanie i możliwości przypominają androida. Jeśli jest inaczej, to znaczy, że po wypadku wymieniono jej sporą część mózgu, bo zarządzanie pamięcią jak na smartfonie, analiza niczym program komputerowy i o zgrozo zapisanie sobie w pamięci całej komicznej wikipedii. Problem w tym, że rodzi to ogromny szereg pytań. Skoro mózg tak bardzo był uszkodzony, to czy rzeczywiście była do odratowania? Jeśli tak, to zapewne jej rodzina też. Idąc dalej, można spokojnie założyć, że poprzez szczepy cybernetyczne Federacja pokonała śmierć. Wszystko fajnie, tak cyberpunkowo, tylko do jasnej cholery to jest Star Trek a nie Ghost in The Shell. Kolejne pytanie, skoro musiała ta biedaczka usuwać sobie wspomnienia, bo był „out of memory”, to jakim cudem pomieściła w swojej makówce pamięć istoty która żyła tysiące lat? Czyli podsumowując: nie dość, że twórcy postanowili na szybko zapoznać nas z postacią Airiam, bo tak fajnie pasowało do tej prostackiej fabuły, to jeszcze nie przyłożyli się do swojej roboty. Na koniec, żeby do końca pogrążyć Disco dodam, że pani cyborg była aż tak istotną członkinią załogi, że zmieniono aktorkę, która ją grała i nikt nic nie zauważył. Nie dlatego że taka dobra podmianka, tylko jest takim tłem, że można było nie zauważyć.

Główny wątek sezonu, czyli Spock i Czerwony Anioł to kolejne kuriozum. Gra w szachy trójwymiarowe leczy. Szkoda że do dyspozycji teraźniejszych psychiatrów dostępne są tylko szachy klasyczne, bo prawdopodobnie rozwiązałyby one wiele problemów. W tym wszystkim Michała staje się coraz bardziej boską istotą, na której barkach spoczywa los całego wszechświata, ale też nic nie może się dziać bez jej wiedzy. To powoli narasta do takiego problemu, że mam problem, żeby oglądać kolejne odcinki, to się robi kompletnie nie do zniesienia. Po tym odcinku miałem wręcz przemyślenie, że Wesley Crusher z The Next Generation na jej tle wypada na postać powszechnie lubianą przez widownię i całkowicie bezproblemową.

Mógłbym się tak jeszcze znęcać nad tym potwornym nawet jak na standardy Disco odcinkiem, jednak chyba wystarczy. „Projekt Dedal” to godny reprezentant najgorszych epizodów tego marnego serialu, będę teraz kilka dni dochodził do siebie.

Recenzja według Mavisa

Pomysł z przejęciem kontroli nad Sekcją 31 przez sztuczną inteligencję naprawdę mi się podobał. Może zaznaczę dobitnie, że kluczowym słowem w tym zdaniu, jest słowo „pomysł”, bo jeśli chodzi o realizację, to mamy tu 100 % poziom Discovery.

Odcinek wywołał we mnie śmiech, a to dlatego, że twórcy przypomnieli sobie, że w tym odcinku są im potrzebne postacie i ich umiejętności, o których zapomnieli wspomnieć przez ostatni sezon, a mianowicie o androidce (o której już pisali moi przedmówcy). Dodam jeszcze postać szefowej ochrony, o której dowiadujemy się, że dzięki implantom może oddychać ziemskim powietrzem. Jakby nie mogli skierować ją do rutynowego sprawdzenia urządzenia parę odcinków wcześniej (tu przypomina mi się visor Gordiego z Następnego Pokolenia, motyw jego ślepoty rozciągał się od pierwszych odcinków serialu po film Nemesis). Widocznie scenarzyści wolą wylać całe wiaderko charakterystyki postaci, niż budować postać ziarenko po ziarenku tak, jak to robi Orville (i to znakomicie). Swoją drogą gdy androidka z rudą i szefową ochrony rozmawiały o implantach, to poczułem się jakby to miała być zwiastun jakieś Ligi Cyberludzi.

Wracając do fabuły, to również śmiałem się, gdy szefowa ochrony zza rogu obserwowała androidkę. W ten sposób podglądają dzieci w przedszkolu… Wyobrażacie sobie jakby do tej sceny wstawić Tuvoka, albo Odo? Swoją drogą to jakbym był załogantem Discovery, to musiałbym być na jakichś mocnych prochach. Siedziałbym sobie na mostku i robił coś przy konsoli, nie ruszało by mnie wejście zmarłej kapitan Georgiou, szef ochrony zerkająca na rogu i obserwując innego załoganta, Burnham panoszy się na mostku… Taaaaak, normalny dzień, nic mnie nie ruszy.

Jeżeli chodzi o wątek Spocka, to podobają mi się jego teksty kierowane do jego przyrodniej siostry. Martwię się jedynie, że w pewnym momencie przyzna jej rację.

Idąc dalej: oto śmiałem się również widząc piły tarczowe…. ehm… chciałem napisać miny. Poza tym uważam, że przydała by się tu odprawa, gdzie Admirał PrześpijSięzLorka przedstawiłaby cały plan, a potem widz by mógł oglądać jak wszystko idzie w drzazgi. Swoją drogą już nawet nie rozważam w jaki sposób Admirał skontaktowała się, a następnie dotarła niepostrzeżenie do Discovery.

Kolejnym momentem kiedy parsknąłem śmiechem to moment, w którym okazało się, że drużyna wypadowa przeszła połowę stacji tylko po to, aby dostać się do pomieszczenia kontrolnego, które – uwaga, uwaga! – jest wyposażona w śluzę… I podobnie jak moich przedmówców śmierć Androidki mnie nie ruszyła. Ba! To kolejna niewykorzystana szansa. Rozumiem, że stacja jest ekranowana, ale gdy ktoś już pojawił się na zewnątrz to przecież można go teleportować na statek, i umieścić w Brygu…

Podsumowując odcinek: czy może być jeszcze gorzej? Z pewnością tak, ale o tym przekonamy się za tydzień.

PS. Na koniec coś niestandardowego – kilka plotek za kulis:

  • Jak podają plotki aktor Anson Mount (kapitan Pike) podszedł do reżysera i go mocno chwycił (jakby chciał się z nim szarpać), bo nie podobało mu się to, co jego postać ma robić na mostku. Nie została mu wytoczona żadna sprawa, ale nie będzie miał przedłużonego kontraktu na trzeci sezon. Aktorka Rebecca Romijn (Numer Jeden) zrezygnowała po swoim dwuminutowym występie.
  • Podobno Alex Kurtzman jest już tylko na papierze showrunnerem.
  • Podobno cały wątek Czerwonego Anioła ma doprowadzić do zmiany liń czasowych i linia Discovery ma się stać, a raczej wskoczyć w tory linii czasowej znanej z oryginalnego serialu. I tu warto zauważyć, iż to nie pierwszy raz kiedy w Discovery wspomina się o różnych liniach czasowych.
  • Podobno serial o Sekcji 31 będzie odsunięty w czasie do 2022 roku, a Netflix nie będzie dystrybutorem światowym tego serialu.