Godzilla: Miasto na krawędzi bitwy – recenzja

Kontynuacja filmu „Godzilla: Planeta potworów”, przedstawiająca dalsze przygody bohaterów z pierwszej części. Film z 2018 roku.

Akcja filmu dzieje się natychmiast po wydarzeniach z pierwszego filmu. Duża część niedobitków (z polowania na Godzillę) dostaje się w ręce Tubylców, którzy w bezpiecznym miejscu leczą rannych. Okazuje się, że te człekokształtne istoty wyewoluowały z owadów, a ich broń jest wykonana z płynnego metalu. Obydwu grupom udaje się porozumieć, przez co obecni mieszkańcy Ziemi zaprowadzają bohaterów do miejsca, z którego czerpią cenny metal. Tym miejscem jest ukryte tytułowe „Miasto”, znajdujące się w kanionie po wybuchu, w którym budowano Mechagodzillę. Okazuje się, że część tej maszyny przetrwała i przez te dwadzieścia tysięcy lat realizowała misje zniszczenia Godzilli. W skutek tych działań płynny metal powoli się mnożył i powoli budował kompleks budynków, dzięki którym można by stworzyć niezbędny sprzęt do zniszczenia potwora.

W tym miejscu zaczyna być interesująco. Albowiem Godzilla, o czym jeszcze nie napisałem, ma 300 metrów wysokości, ponieważ przez te wszystkie lata rosła. Jednak pokonanie jej nie jest aż takim problemem, bo wystarczy powtórzyć już wypróbowaną metodę (nie pytajcie: po pierwsze nie będę spojlerować, po drugie za dużo technobełkotu). Przy tej okazji dowiadujemy się, że jedna z grup obcych przestrzega Ziemian przed płynnym metalem – oznajmiają, że jest on bardziej niebezpieczny od samej Godzilli, gdyż może swym rozmiarem objąć całą planetę.

Oczywiście, tak jak to maiło miejsce pierwej odsłonie, druga część filmu skupia się na realizacji planu zniszczenia tytułowej Godzilli.
Czy ten plan się powiedzie? To już musicie zobaczyć sami, jednak dodam jeszcze, że nie należy zapomnieć o scenie po napisach, która (przynajmniej moim zdaniem) aż krzyczy „Ciąg dalszy nastąpi!”. Co ciekawe w filmie widz może napotkać dwa smaczki. Pierwszy to pewne zdanie wypowiedziane przez Tubylców, w którym jeden z przywódców pyta się czy „jajo się poruszyło?”. Biorąc pod uwagę fakt, że plemię pochodzi od owadów, mi przyszło do głowy tylko jedno skojarzenie: Ćma (nie będę przytaczał nazwy tego stworzenia). Drugi smaczek, jest wypowiedziany w scenie po napisach, ale tego już nie będę zdradzać. Jeśli powstanie trzeci film z tego cyklu, to przekonamy się co twórcy zrobią z tymi smaczkami.

Jeśli chodzi o stronę wizualną, to mamy tu do czynienia z tymi samymi modelami co w części pierwszej, a więc stylistyka pozostaje na tym samym poziomie, a Godzilla jest nadal klocem. Ogólnie rzecz ujmując scenariusz przebiega podobnie jak w pierwszym filmie (z drobnymi różnicami ma się rozumieć). Jeśli chodzi o postacie, to są one bez zmian i nadal nie jestem w stanie zapamiętać ich imion. Dla mnie osobiście, ta część wydała się bardziej interesująca, gdyż wprowadzona interesujący motyw tubylców, jak i częściowo wgłębia się w obie obce rasy. W pierwszej części nawet się nie zorientowałem, że w wyprawie uczestniczy druga rasa obcych, gdyż, dla mnie wyglądali zbyt podobnie do ludzi.

Ostatecznie oceniam, że film jest lepszy niż pierwsza odsłona, w sumie to daje 5,5/10.