Podsumowanie roku 2018 – top 5 najlepszych i najbardziej rozczarowujących filmów i seriali zdaniem Wookiego.

Styczeń się kończy więc przyszedł ostatni moment na podsumowanie minionego 2018 roku. Podobnie jak w zeszłym roku, zapraszam do mojego bardzo subiektywnego rankingu najlepszych i najbardziej rozczarowujących produkcji sci-fi.

Podobnie jak ostatnio przygotowałem po pięć pozycji, chociaż w tym roku mam wrażenie było nieco więcej tytułów, z których mogłem wybierać. Oczywiście w rankingu wzięły udział tylko produkcje które miały premierę w 2018 roku – w przypadku filmów liczy się polska premiera kinowa, natomiast w przypadku seriali światowy dzień premiery. Rzecz jasna, w zestawieniu brałem pod uwagę jedynie te dzieła, które widziałem.

Top 5 najlepszych filmów 2018 roku.

Nie przedłużając zacznijmy od filmów i „honorable mention”. Najlepszym tytułem pełnometrażowym w ubiegłym roku był według mnie „Pierwszy człowiek”. Tematyka kosmiczna, jednak kino historyczne, dlatego nie mógł znaleźć się w tym rankingu. Jednak film ten tak duże wrażenie na mnie zrobił, że nie mogłem z czystym sumieniem napisać tego artykułu bez wspomnienia o nim tym bardziej jest to i tak najbardziej kosmiczny tytuł w kategorii najlepszy film 😛 Nie mogę też nie wymienić tu jeszcze jednego tytułu z końcówki roku – „Aquamenie”. Było to całkiem dobre kino ze stajni DC, w końcu coś na co warto było pójść do kina. Niezła rozpierducha, dobre sceny akcji i walki, charyzmatyczny Jason Mamoa – ten miks dał radę i moim zdaniem zdecydowanie przebił nominowaną do Oscara [sic!!!] średnią „Czarną Panterę”. Wreszcie jest jakieś światełko w tunelu dla DC. Dlaczego jednak nie dostał się do mojej topki? Ano niewiele brakowało, jednak „Aquaman” pozostaje kolejnym filmem o kolejnym bohaterze, który dał lekki powiew świeżości, ale z drugiej strony mocno pozostaje w swojej konwencji i raczej nie zaskakuje.

Miejsce 5: Quiet Place (Ciche Miejsce) / Bird Box (Nie Otwieraj Oczu)

Trochę tutaj oszukam i podam dwa tytuły z dwóch powodów. Po pierwsze koncepcja obu jest bardzo podobna – postapokaliptyczny moster horror, który kręci się wokół konceptu wyłączenia przez bohaterów jakiegoś zmysłu. W „Bird Box” chodzi o wzrok, natomiast w „Quitet place” (jak sama nazwa wskazuje) zabójczy może okazać się najmniejszy wydany przez człowieka szmer. Oba filmy oglądało mi się z dużym zainteresowaniem, świetnie potrafiły przedstawić głównych bohaterów do takiego stopnia, aby przejmować się ich losem – a o to przecież chodzi w horrorach. Wizja postapokalipsy jest w zasadzie identyczna – jakieś stworki rozwaliły naszą cywilizację bo za późno się ludzie zorientowali o co biega. Prowadzenie akcji w Bird Boxie była może dla mnie nieco bardziej atrakcyjna (przeplatanie się dwóch wątków), ale to nie znaczy, że pod tym względzie „Ciche Miejsce” było dużo gorsze, miało po prostu inny bardziej kameralny klimat, a sam scenariusz dużo mniej przedstawia nam świata po zagładzie. Z jednej strony mamy Sandrę Bullock w bardzo dobrej formie, z drugiej rewelacyjną Emily Blunt. Oba filmy warto obejrzeć, najlepiej po ciemku ze słuchawkami na uszach lub z bardzo dobrym systemem nagłaśniającym.

Miejsce 4: Downsizing (Pomniejszenie)

Ten tytuł to z pewnością szok, zaskoczenie i niedowierzanie, już się z niego tłumaczę. Faktycznie z pozoru film wydaje się głupawy i raczej nie rokujący najlepiej. Motyw przewodni nieco absurdalny – pewien naukowiec odkrywa metodę zmniejszenia człowieka i ma to być rozwiązanie na problem przeludnienia, za małej ilości produkowanego pożywienia i uszczuplających się zasobów naturalnych jak. W końcu mniejszy kilkukrotnie osobnik zje mniej, potrzebuje mniej przestrzeni do życia i mniej energii zużyje a na dodatek samych zainteresowanych mniej wszystko kosztuje – ba stać ich nagle na życie w luksusowych rezydencjach za ułamek swoich przeciętnych zarobków. Co mnie urzekło w tym filmie to przedstawienie świata, który radzi sobie z tą rewolucją. Jak społeczeństwo musiało się dostosować do części populacji pomniejszonej. Jak rodziny sobie z tym radzą? Co się dzieje, gdy tylko jeden z małżonków jest gotowy na pomniejszenie? Jak wyglądają kwestie transportu, zatrudnienia itp. Dla mnie przedstawiono to w filmie bardzo wiarygodnie i spójnie, a jak wiecie dobrze przedstawione uniwersum zawsze do mnie trafia i tak było w tym przypadku. Jeśli ktoś jeszcze nie widział, to polecam. Podejdźcie do tej produkcji bez uprzedzeń, a jest duża szansa, że Was zauroczy podobnie jak mnie.

Miejsce 3: Incredibles 2 (Iniemamocni 2)

Długo musieliśmy czekać na drugą część tej rewelacyjnej animacji, ale jeśli tyle czasu było trzeba, aby stworzyć sequel dorównujący „jedynce” to było warto czekać. Ubaw po pachy. Do tego jako młody ojciec, problemy głowy rodziny, który musiał się zająć trójką swoich dzieci trafiały do mnie jeszcze bardziej. Nie mam Iniemamocnym kompletnie nic do zarzucenia i bardzo liczę na kolejne części.

Miejsce 2: Avengers: Infinity War (Avengers: Wojna bez granic)

Została sama śmietanka. Znów w czołówce komiksowe produkcję, więc w tym roku nie będę już pisał, że nie jestem ich fanem. Przestałem się oszukiwać 😛 Zwieńczenie lat pracy Marvel Studios sprostało oczekiwaniom fanów na całym świecie, a jeśli chodzi o mnie w końcu przekonało mnie, że można zrobić wiarygodnego prawdziwego galaktycznego „złola”. Thanos został przedstawiony faktycznie jako zagrożenie ostateczne i co najważniejsze przekonała mnie do tego sama postać, jej charakter, motywy, przeszłość a nie jakieś dwa zdania na jej temat wypowiedziane przez kogoś podczas ekspozycji. Nie było też problemu z nadmiarem tudzież przesytem marvelowskich bohaterów, a pewne połaczenia postaci były wręcz genialną mieszanką. Historia wciągała, a zakończenie powodowało, że do teraz prowadzone są dyskusje na temat tego jak potoczy się kolejna część Avengersów. Jeśli ktoś jeszcze na tej planecie nie widział tego filmu, to musi to jak najszybciej nadrobić, bo już w kwietniu „Endgame”.

Mejsce 1: Deadpool 2

Król jest tylko jeden i chyba każdy kto mnie zna spodziewał się tej pozycji. Według mnie, nasz pyskaty antybohater w czerwonym spandeksie nie stracił nic w drugiej odsłonie swoich przygód na srebrnym ekranie. Do tego S-Force, Domino i oczywiście Cable. Znowu film nie prawie zabił, bo ponownie w kinie prawie udusiłem się ze śmiechu. To jest humor w moim stylu, to jest konwencja kina superbohaterskiego w moim stylu, to jest blockbuster w moim stylu. Po prostu kocham tę postać i ten film.

Top 5 najlepszych seriali 2018 roku.

W przypadku serialu też mam jeden tytuł, który nie załapał się do rankingu, ale warto o nim wspomnieć. Przegrał z resztą o włos o 5 miejsce. Tym pechowcem jest „Altered Carbon”, który przypadł mi do gustu z dwóch podstawowych powodów. Po pierwsze świetnie zaprezentowano w nim świat przedstawiony. Zwracanie uwagi na szczegóły, spójność i niezwykłość uniwersum mnie po prostu urzekła – już po prostu tak mam:) Drugą rzeczą, którą sobie cenie w „Modyfikowanym węglu” to sam gatunek – co tu dużo mówić cyberpunka mamy jak na lekarstwo, szczególnie w serialach. Dlaczego jednak nie dostał się do zestawienia? Ponieważ sama historia, która na początku zapowiadała się na ciekawy kryminał w stylu cyberpunkowo-noir gdzieś w połowie sezonu siadła – moim zdaniem po prostu została ona przekombinowana.

Miejsce 5: 1983

Tak, to z „1983” przegrał „Altered Carbon” o włos. Wygrały chyba w tym przypadku pobudki patriotyczne, bo serial ma podobne wady i zalety. Bardzo przypadła mi do gustu wizja Polski, która nigdy z objęć komunistów się nie uwolniła, ale zerwała więzy z ZSSR. Technologia, samochody, sytuacja polityczna, wietnamska mniejszość etniczna, SB. To wszystko potrafiło mnie zachwycić. Na dodatek mam słabość do historii alternatywnej, a tutaj na warsztacie jest wzięta nasza polska historia najnowsza. Do tego, to pierwszy rodzimy serial science-fiction od wielu lat, co również postanowiłem wyróżnić. Jednak to, co tak naprawdę przesądziło o umieszczeniu „1983” w tym rankingu, to sposób odbioru tego serialu. Chodzi mi o to, że jako Polak zauważam w nim inaczej rozłożone akcenty niż widz z Zachodu. Dla mnie jest to doskonały komentarz na obecną sytuację polityczną w naszym kraju, czasami wręcz dobitnie uderza to z ekranu. Natomiast dla Holendra lub Amerykanina będzie to po prostu ciekawie przedstawiony obcy świat, który jeszcze bardziej może zaskoczyć. W zasadzie w tym upatruję różnice między ocenami tej produkcji w naszym w porównaniu z recenzjami zagranicznymi. Wiem też, że „1983” ma sporo słabości i nie dziwię się, że wielu osobom mogły one być nie do przełknięcia.

Miejsce 4: Titans

Najwyraźniej 2018 rok to rok skutecznego natarcia DC. Nie dość, że w kinach zadebiutował całkiem przyzwoity „Aquaman”, to jeszcze powstał bardzo dobry serial. Podobno wielu osobom nie odpowiada sposób przedstawienia głównych bohaterów, w porównaniu do komiksowych pierwowzorów. Najwięcej dostało się Starfire. Jeśli jednak chodzi o mnie, to kompletnie nie znam się na komiksach i kompletnie mi ten aspekt nie przeszkadzał, bo zwyczajnie nie wiedziałem i nadal nie wiem, jak wygląda pierwowzór 😛 Natomiast sam serial potrafił wciągnąć samą historią, jak i dobrze napisanymi postaciami. Jedyny jaki mam zarzut do tej produkcji to zakończenie, które jest ogromnym cliffhangerem i teraz trzeba czekać kolejny rok na ciąg dalszy. Ogólnie polecam, bo to moim zdaniem najlepszy superbohaterski serial minionego roku, tym bardziej że duet Netflix-Marvel dostał zadyszki.

Miejsce 3: Westworld sezon 2

Miałem spore obawy, czy Westworld w drugim sezonie wróci w tak dobrej formie jak w debiutanckiej serii. Jak moża było się spodziwać było nieco słabiej – przynajmniej jeśli chodzi o filozoficzny aspekt widowiska. Westworld przyzwyczaił nas do wielu przemówień, które daje do myślenia i w drugim sezonie było tego wyraźnie mniej. Twórcy postawili za to większy nacisk na akcję. Ostatecznie wyszło to całkiem dobrze, historia wciągała ja w szczególności cenię sobie świat samurajów oraz historię Indian, za to nieco męczył mnie wątek Dolores.

Miejsce 2: The First (The First. Misja na Marsa)

Bezapelacyjnie najlepszy nowy serial 2018 roku, którego niestety publika bardzo nie doceniła. „The First” opowiada o pierwszej w dziejach ludzkości załogowej misji na Marsa, która jest na dodatek przygotowywana przez prywatną firmę. Fabuła osadzona jest w niedalekiej przyszłości – mniej więćej 10-20 lat w przód, co potęguje realizm wydarzeń, które mają miejsce na ekranie. Mamy okazję zobaczyć jak wygląda organizacja takiej misji od strony administracyjnej, rządowej, ale też indywidualnie w kontekście czwórki astronautów, która została desygnowana do niej. Nie jest to serial lekki i przyjemny. Nie ma tu dużo akcji, a problemy, z jakimi muszą się zmierzyć bohaterowie często siadają na psychice. Nie ma tutaj cukierkowości, hurraoptymizmu i wybuchów w każdej scenie. To prawdopodobnie spowodowało, że wielu ludzi odbiło się do tego tytułu. Ja natomiast jestem zachwycony i rekomenduję, aby każdy dał szanse temu serialowi. Smutne jest to, że niestety Hulu skasowało „The First”, tym bardziej, że to drugi sezon zapowiadał się dopiero na prawdziwą petardę.

Miejsce 1: Expanse sezon 3

Chyba tutaj nie ma zaskoczenia. Trzeci sezon najlepszej space opery od lat nie zawodzi, nadal wgniata w fotel, nadal zachwyca, nadal nie ma sobie równych. Tym bardziej największym zaskoczeniem było skasowanie serialu przez stację SyFy. Na szczęście Amazon uratował sytuację, a przy okazji kupił serial, który może jeszcze przynieść Prime Video sporo zysków. Serial jest fenomenalny i nie wiem czy coś może jeszcze zburzyć moją miłość do tego tytułu.

Top 5 filmowe rozczarowania 2018 roku.

Kandydatów było sporo wbrew pozorom, bo rozczarował mnie zarówno „Player One”, który oprócz graniu na nostalgii i ładnych efektów specjalnych niewiele miał do zaoferowania. Nie zachwycił również „Venom”, którego fabuła była przewidywalna i skomplikowana jak budowa cepa. Druga część „Jurassic World” po prostu był nijaki, ale zwiastuny już to zapowiadału. natomiast pod koniec roku czekałem też na „Mortal Engines”, które z zabójczymi maszynami miały bardzo mało wspólnego. Znowu pomysł i potencjał był, ale ogólny efekt był co najwyżej średni.

Miejsce 5: Ant-Man and the Wasp (Ant-Man i Osa)

Na piątym miejscu niestety wylądowała mrówa. Dlaczego? Ponieważ bardzo przypadł mi do gustu pierwszy film o Scotcie Langu – lekkość i poziom humoru tamtej produkcji mnie urzekła. Tym razem nie wszystko zagrało. Po pierwsze chyba nastąpiło zmęczenie materiału, niby było wszystko to, co w pierwszej części, ale wydało się to bardzo wymuszone, napisane na siłę. Do tego główny wątek był już tak od strony naukowej absurdalny, że nawet fakt, że to konwencja komiksowego filmu nie pomogła. Mój mózg po prostu odrzuca wszystko co kwantowe w tej produkcji.

Miejsce 4: Pacific Rim: Uprising (Pacific Rim: Rebelia)

Oj jak ja czekałem na drugą część Pacific Rima. Tak, pierwsza część może być przez wielu uznana za film słaby, bez fabuły z samą rozpierduchą. Oczywiście przyznaję Wam rację, jednak uwielbiałem zawsze walki ogromnych stworów z ogromnymi robotami, a Guillermo del Toro zrobił to wyśmienicie. Było sporo akcji, sporo robotów i sporo kaiju – wszystko na swoim miejscu bez zabawy w kotka i myszkę z widzem przez 90% filmu, by w jednej scenie pokazać pół jaegera w nocy… w deszczu… Dlatego bardzo ucieszyłem się, kiedy po wielu perturbacjach i niemalże skasowaniu projektu druga część się pojawiła. Wiedziałem, że będzie słabsza od „jedynki”, bo nie robił już tego del Toro. Nie miałem wysokich oczekiwań, po prostu liczyłem rozpierduchę. No i w zasadzie to dostałem. Oglądając „Rebelię” bawiłem się nieźle. Było gorzej, ale do przełknięcia. Dlaczego w takim razie drugi Pacific Rim znalazł się na liście najbardziej rozczarowyjących filmów 2018 roku? Przez kretyńską i kompletnie niezrozumiała przeze mnie decyzję dystrybutora filmu w Polsce. Otóż w kinach dostępna była jedynie wersja z dubbingiem. Nienawidzę każdą komórką swojego ciała idei dubbingu w innej produkcji niż animacje przeznaczone dla młodszej publiczności i gdzie tylko się da chodzę na wersję filmu z napisami. Problem w tym, że tu wyboru nie miałem. Zatem zagłosowałem portfelem i film obejrzałem dopiero gdy pojawił się dystrybucji cyfrowej z dostępną wersją oryginalną ścieżki dźwiękowej.

Potrafię zrozumieć, że dystrybutor chce dotrzeć do szerszej publiczności, bo znów z niezrozumiałych dla mnie powodów, istnieją ludzie którzy wolą dubbing od napisów, jednak dajcie ludziom wybór. Przecież do dubbingu i tak cały film musiał zostać przetłumaczony, więc w czym jest problem? Oby jak najmniej takich decyzji dystrybutorskich!

Miejsce 3: Anihilation (Anihilacja)

Bardzo byłem ciekaw Anihilacji, ponieważ reżyserem tej produkcji był Alex Garland, czyli człowiek odpowiedzialny za całkiem udaną „Ex Machinę”. Fabuła również wydawała się intrygująca. Niestety dostaliśmy film bardzo męczący, z ogromną liczbą często komicznych błędów. W kontraście do tego był filozoficzny wydźwięk całości, który pogarszał tylko odbiór tego tytułu. Dla mnie porażka i żółta kartka dla Alexa Garlanda.

Miejsce 2: Predator

Muszę przyznać, że w kinie bawiłem się całkiem nieźle, fajna komedia w stylistyce „Drużyny A”. Problem jednak w tym, że to „Predator”, czyli spadkobierca jednego z najbardziej kultowych horrorów science-fiction, często stawianym na równi z „Obcym”, a dostajemy głupawą komedyjkę z prostacką fabułą , dziwnym i bezpłciowym szwarccharakterem i uber predatorem na samym końcu. No i nie zapominajmy o predatopsach. Co tu się odjaniepawliło? Profanacja to za małe słowo, ale nic bardziej obelżywego ze słownika cywilizowanych ludzi do głowy mi nie przychodzi.

Miejsce 1: Solo: A Star Wars Story (Han Solo:Gwiezdne Wojny – Historie)

Myślałem, że po okropnie słabym „Łotrze Jeden” nic gorszego tej franczyzie nie może się przytrafić. A jednak może. Historia mizerna, aktorstwo na poziomie mułu, potworne wyjaśnienia co do ważnych punktów w życiorysie Hana (na przykład jak poznał Chewiego, skąd nazwisko Solo), wtórność, przewidywalność i tak dalej. Po prostu masakra. Wyraźnie widać, że były ogromne problemy podczas produkcji tego filmu. Krótko mówiąc omijać z daleka, szkoda czasu i szkoda psuć sobie zdanie o uniwersum Gwiezdnych wojen tym gniotem.

Top 5 serialowe rozczarowania 2018 roku.

Miejsce 5: Maniac

Serial limitowany od twórców „pozostawionych” oraz „Detektywa” w konwencji retro science-fiction zapowiadała się na papierze interesująco. Jednak w odbiorze wyszło trochę słabiej. Brakowało tutaj moim zdaniem większego wstrząsu widzem – chodzi mi głównie o cel i przebieg eksperymentów, w których biorą udział nasi bohaterowie. Koncepcja interesująca, świat retro futurystyczny w klimatach lat 80-tych/90-tych intrygował, więc potencjał był. Natomiast wyszło po prostu dużo słabiej od moich oczekiwań. Nie znaczy jednak, że jest tragicznie i jesli ktoś znajdzie chwilę to nawet zachęcam do zapoznania się z tym serialem.

Miejsce 4: 1983

No niestety nie mogło być inaczej. Ten serial mimo swoich plusów, o których wspomniałem wcześnie, ma też sporo za uszami. Główny wątek był jakiś mało wciągający, a postać głównego bohatera Kajetana bardzo mało charyzmatyczna jakby niepasująca do historii. Do tego ta momentami okropna reżyseria (głownie wtedy gdy za sterami nie myło Agnieszki Holland) i potworne aktorstwo, które czasami powodowało wręcz wybuch śmiechu. Żeby tego było mało, wstrząsające dla mnie było to, że w polskojęzycznym serialu dialogi lepiej napisane wydają się w tłumaczeniu. Zatem rodzi się pytanie, czy czasem to nie tłumaczeniem mówią aktorzy, a scenariusz stworzony był po angielski? Nieładnie oj nieładnie.

Miejsce 3: Iron Fist sezon 2

Niestety Iron Fist ma pecha. Drugi rok z rzędu trafia na tą niechlubną listę. Na pocieszenie mogę powiedzieć jest trochę lepiej – postać Dany’ego już tak nie irytuje. Jednak większość problemów pozostaje – nieciekawe sceny walki, serial jest przyciągnięty na siłę na 13 odcinków, a zakończenie jest dosyć kontrowersyjne, ja przynajmniej się nieco zawiodłem.

Miejsce 2: Lost in Space

Tutaj jestem zwyczajnie zły. Netflix odkurzył stary dobry tytuł i była szansa na kawał dobrego serialu science-fiction. Na dodatek familijnego serialu. Ogólne odczucia mam dobre. Postacie nie są najgorzej napisane, widać ich ewolucje na ekranie. Fabuła do przełknięcia, choć momentami bardzo przewidywalna – w końcu ma być też zrozumiała dla młodszego widza. Świetnie spisała się też Parker Posey jako doktor Smith, czyli czarny charakter. Problem natomiast mam z nauką przedstawioną w serialu. Rozwiązania scenariuszowe momentami są pod tym względem czasami wręcz głupie – chociażby scena z uwalnianiem Judy z lodu, czy cały wątek paliwa Jupiterów. Co gorsza przecież jest to serial familijny, czyli takie głupoty przyswoją sobie najmłodsi, którzy mogliby przecież coś wartościowego na temat nauki wyciągnąć z tego tytułu.

Miejsce 1: Luke Cage sezon 2

Co tu dużo mówić, przebrnąłem przez 3 odcinki, więcej nie dałem rady. Ten serial jest absolutnie o niczym. Było tak nudno, że nie byłem w stanie zmusić się do obejrzenia czwartego epizodu. Nie trudno się dziwić w takim razie, że jest to pierwsze miejsce na liście rozczarowań. Słaby rok dla Marvela w Netflixie i może to dobrze, że powoli to partnerstwo dobiega końca, bo chyba twórcom powoli kończą się pomysły.