Star Trek TNG: 11001001 – recenzja (1×15)

W tym odcinku Enterprise, dokuje na stacji w celu przeglądu i usprawnienia systemów. Czy to oznacza, że dostajemy nudny odcinek w, którym załoganci wypoczywają a my oglądamy pusty statek? Nic z tych rzeczy 🙂 zapraszam do reszty recenzji.               Muszę przyznać, że odcinek, bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Pierwsze co mi się spodobało to sam fakt, potrzeby konserwacji systemów. Dla mnie tworzy to ciekawy świat, który jest w pewnym sensie normalny. Mamy tu statek, który się zużywa i nie regeneruje się sam czy sposób niewidoczny dla widza. Podobnie spodobał mi się motyw w TOSowym odcinku „The Man Trap”, gdzie zawiązaniem fabuły było okresowe badanie. Drugie co mi się spodobało to rasa Binarów, którzy zespolili się ze swoim komputerem i zaczęli myśleć jak on. Czyli zero-jedynkowo. Jest całkiem świeże podejście do obcych ras i naprawdę zasługuje na plus. W tej historii zaś chodzi o to, że wspomnieni przed chwila Binarzy porywają Enterprise i przetrzymują w holodecku Picarda i Rikera. Na końcu okazuję się, że chcieli uratować swoja planetę a nie chcieli poprosić pomoc bo bali się odmowy .

Ten epizod oglądało mi się bardzo dobrze. Historia, mimo swojej prostoty wciąga tym bardziej, że dość długo jesteśmy trzymani w niepewności po co Binarzy porwali Enterprise. Ciekawym pomysłem, było też wykorzystanie holodecku jako pułapki na Rikera i Picarda. sam zaś końcówka gdy kapitan i jego zastępca pomagają Binarom  rozumiejąc fakt, że inaczej rozumują – to już duch Star Treka w czystej postaci. Ode mnie ocena 7/10 za naprawdę, całkiem zgrabną historię.