Star Trek TNG: Datalore – recenzja (1×13)

Scenarzyści postanowili rozwinąć nam postać Daty. Póki co jest to najbardziej intrygująca postać i wyjątkowo tajemnicza. W związku z tym logiczną decyzją było zdecydowanie się na odcinek wokół tej postaci. I wiecie co? Była to bardzo dobra decyzja.              Podczas kolejnych misji Enterprise dolatuje do planety na, której 26 lat temu odnaleziono Date. W ramach wspomnień zwiedzają jego dawny fyrtel o dokonują ciekawego znaleziska. Okazuje się, że twórca Daty, niejaki Noonien Soong zbudował jego brata ale jakaś katastrofa nie pozwoliła mu go uruchomić. Można by oczywiście zapytać czemu nie sprawdzono tego wcześniej ani przez te 26 lat ale wtedy nie mielibyśmy tego odcinka. Załoganci szybko uruchamiają braciszka naszego androida i zaczyna się zabawa. Drugi Data (Lore) okazuje się być bardziej „ludzki”, lepiej nas rozumie i potrafi się dopasować. Później wychodzi na jaw straszna tajemnica, że to Lore jest odpowiedzialny za śmierć kolonistów i jak to zazwyczaj ze złymi bliźniakami bywa zaczyna udawać Date aby doprowadzić do zagłady Enterprise.

Odcinek jest momentami niesamowicie ciekawy. Motyw odnalezienia brata Daty, przeszukiwanie jego startego domu czy wreszcie samo odnalezienie Lore – świetne. Co prawda cały czas mnie dziwi czemu po 26 latach Federacja tam zawitała. Przecież sam Data jest na tyle niezwykły, że chciałoby się poznać jego twórców. Odrobinę przeszkadza mi też to co się dzieję po przybyciu Lore na Entka. Gołym okiem widać, że koleś coś knuję a motyw zamiany androidów (i tak lepiej zrobiony niż Alien: Convenant) nikogo nie zaskoczy. Tak samo jak fakt, że to Wesley odkrywa ową podmiankę. Naprawdę boli to, że scenarzyści robią z  tego dzieciaka, takiego geniusza. Dobrze, że chociaż tym razem pada słynne „Shut up Wesley”.

Epizod ciekawy ze względu na tło oraz rozwój postaci Daty. Naprawdę można go zrozumieć i współczuć. Warto zobaczyć ze względu na rozwój uniwersum  i tej arcyciekawej postaci. Ocena 7/10