Star Trek TNG: The Big Goodbye – recenzja (1×12)

Kolejny odcinek przygód załogi kapitana Picarda. W nim koncentrujemy się na nowym wynalazku Federacji czyli holodecku. Oczywiście uważni czytelnicy oraz fani serii wiedzą, że mieliśmy już do czynienia w serii Enterprise (ale wtedy była to technologia obcych), Discovery i TAS. W związku z czym widz może trochę się zdziwić atencją jaką darzą to urządzenie nasi bohaterowie.

Tak więc nasz kapitan, aby się zrelaksować przed bardzo ważnym spotkaniem, postanawia skorzystać holodecku. Postanawia odegrać rolę Dixona Hilla, prywatnego detektywa z lat 40 XX wieku. Ciekawi zwłaszcza jego zachwyt nad symulacją. Podczas odprawy opowiada on o niesamowitości jaką przeżył. Trochę to jest dziwne, bo to jednak jest kapitan okrętu a nie 3 letnie dziecko, które dostało rower pod choinkę. Co jeszcze dziwniejsze Picard postanawia ponownie odwiedzić holodeck mimo, że termin spotkania z rasą Jarada a jest to dość trudna misja bo posiadają oni specyficzny język, gdzie bardzo łatwo o pomyłkę. Poprzednie spotkanie omal nie zakończyło się wojną więc Jean Luc stwierdził: a co mi tam, teraz czas na zabawę w policjantów i złodziei. Do wesołej kompanii dołącza Data, doktor Crusher i Whalen (postać jednego odcinka). Oczywiście coś się psuje (tym razem przez sondę Jarada) i nasi bohaterzy zostają uwięzieni w holodecku gdzie rzecz jasna wyłączyły się protokoły bezpieczeństwa. Sytuację ratuje niejaki Wesley (no bo któż by inny) i Picard na pełnej ku…wie wjeżdża na mostek i bez zająknięcia recytuje powitanie w języku Jarada. Czyli jeśli macie problem z jakimś zadaniem proponuje śmiertelną pułapkę.

Nie jest jakoś szczególnie udany odcinek. Twórcy chcieli koniecznie zademonstrować nam działanie holodecku, zarysować jego zagrożenie i do tego wymyślili Jarada aby dodać presję czasu. Wyszła im z tego nuda. Wątek Dixona Hila jest zbyt schematyczny aby nas zaintrygować a z kolei presja czasu kompletnie nie działa. Widz po prostu siedzi i czeka aż ktoś (Wesley) wykombinuje jakby ich uratować. Ciekawiej by było gdy na przykład skupić na rasie Jarada, którzy mogli wejść na statek i tam podczas prezentacji holodecku wpaść w pułapkę. Ode mnie 4/10. I wrzucanie na siłę „relacji” między Picardem a Crusher -nie tędy droga.