Stargate SG-1: Message in a Bottle – recenzja (odcinek 2×07)

Sg-1 znajduje na obcej planecie dziwną kulę, więc specjalnie się nie zastanawiając zabierają znalezisko do domu. I jak się spodziewacie nie był to najrozsądniejszy pomysł. Zapraszam do recenzji jednego z nudniejszych epizodów.

Sam pomysł scenarzystów jest świetny i bardzo nośny. Nieznana nam forma życia, która nieświadomie przenosimy przez Wrota a potem mamy problemy? Brzmi jak fabuła serialu Star Trek. Jednak Twórcy chyba sobie nie poradzili z tym całym pomysłem. No bo niby dlaczego SG-1 po prostu zabrało sobie te kule a nie badało jej w wymarłym świecie? Przecież to już samo w sobie jest zagrożeniem – nie wiemy co to jest, jak zareaguje na Ziemi, w zasadzie spore ryzyko. Potem następuję próba odesłania kuli na jej macierzystą… i okazuję się, że to obca forma życia, która zamierza się obronić. Niestety do końca epizodu widzimy tylko salę Wrót z przybitym do ściany Jackiem. A sama końcówka gdy obcy mogą nas zniszczyć i w zasadzie zemścić się za wszelkie próby ich zabicia ale ponieważ są połączeni z Jackiem to stwierdzają, że w sumie jesteśmy fajni i odpuszczają ale oczywiście wszystko trzymane w napięciu i do ostatniej chwili czekamy na decyzje Obcych: zniszczą nas czy nie?

Słaby epizod, do zapomnienia. Nawet w zasadzie nie jest wart obejrzenia bo nie wnosi kompletnie nic. Ocena 3/10. Oby jak najmniej taki odcinków.