Stargate SG-1: The Gamekeeper – recenzja (odcinek 2×04)

Dzielna załoga SG-1 trafia na planetę z rajskim ogrodem i tajemniczą maszyną. Ustrojstwo to, łapię ich (dosłownie) i zabiera ich w dziwną podróż. Czy jest to podróż w czasie? Czy może projekcja ich strachów? No i co tutaj robi tutaj aktor z „Drużyny A”?

Nasi bohaterowie postanawiają obejrzeć maszynę a ta dość inwazyjnie ich dopada i wprowadza w pewien dziwny świat. Otóż nagle Daniel Jackson przenosi się do momentu w swoim życiu gdy jako dziecko był świadkiem śmierci swoich rodziców. Towarzyszy mu kapitan Carter i razem próbują uratować rodzinę Daniela. Jednak mimo wszelkich starań historia zawsze kończy się tak samo. Z kolei O’Neill na nowo przeżywa akcję w NRD kiedy jego oddział wpadł w zasadzkę. Jemu towarzyszy Teal’c. We dwójkę próbują odwrócić losy misji jednak z takim samym rezultatem jak Jackson i Carter. Obie grupy dość szybko się orientują, że są obserwowane i znajdują się w skomplikowanej komputerowej symulacji a potem, że w tej symulacji są obecni ludzie z tej planety a pieczę nad całą symulacją sprawuje niejaki „Keeper” (Dwight Schultz znany z „Drużyny A” i „Star Trek TNG”). Dalej mamy lekki schemat ucieczki z wirtualnej rzeczywistości łącznie z nieodzownym motywem: ok, wypuszczamy was a tak naprawdę to dalej symulacja. Koniec, końców SG-1 uwalnia całą populację a Keeper denerwuje się, że uwolnienie zniszczą mu ogródek.

Odcinek trudny do oceny. Z jednej strony mamy tu dość standardowy pomysł w serialach sci-fi a z drugiej strony jest on na tyle nośny, że można z niego wykrzesać coś ciekawego. Tutaj wyszło to połowicznie. Sceny z przeszłości naszych bohaterów są ciekawe i wciągające. Tak samo jak wytłumaczenie dlaczego Carter i Teal’c mogli tylko pomagać – symbiont Jaffa przeszkadzał maszynie a u Carter pozostałość po Joli-nar. Jednak od momentu ujawnienia Keepera scenarzyści mocno jadą schematem. No i trochę mi przeszkadza mi fakt, że  maszyna była tak agresywna, związała ich i zmusiła do udziału w symulacji. Mam nadzieję, że przedtem odbywało się to inaczej. Plus za Schultza, tego aktora zawsze miło zobaczyć a i dobrze oddał Keepera. Ocena odcinka 6/10.