Stargate SG-1: Within the Serpent’s Grasp, The Serpent’s Lair– recenzja (odcinek 1×22 ,2×01)

Wielki finał pierwszego sezonu SG-1 nie rozczarowuje. Jest mocniej, szybciej, akcja posiada szalone tempo po prostu cud, miód, malina. Fabularnie scenarzyści wykorzystują największy błąd tego serialu (co nie przeszkadza w zabawie)czyli brak karności i dlatego wbrew rozkazom SG-1 rusza pod wskazany przez Daniela adres. Tam jak się okazuje na inwazyjnym statku Apofisa rozpętuję się piekło. Serio, ja jestem zachwycony. Pojawiają się tutaj znane nam postacie z tego sezonu, takie jak mistrz Bratac, Apofis czy Klorel/Skaara. Tu warto zauważyć, że wątek żony Daniela i jego przybranego syna był tak trochę zapomniany przez scenarzystów.Dodatkowo dowiadujemy się trochę o technologii i broni Gouldów (granaty!!!). W zasadzie nie bardzo wiem co bardziej mógłbym wymagać. Może tylko pojawienia się Noxów. Tak naprawdę jest tu cała esencja pierwszego sezonu SG-1. Nawet scenarzyści próbują nas trochę zaskoczyć (nieskutecznie) bo wiadomo, że SG-1 sobie poradzi i uratuje cały świat. A że przy okazji jest humor, emocje i niesamowita zabawa. Co do humoru to duet Bratac i Jack jest niesamowity. Następne finały będą miały spory problem z przebiciem tego co tutaj zobaczyłem. Jeśli podobał wam się ten sezon to w końcówce się zakochacie. Polecam.