Expanse – „Fallen World” (sezon 3, odcinek 11, recenzja)

„Dandelion Sky” skupiał się głównie na wątku Holdena, więc jak można było przypuszczać jedenasty odcinek trzeciego sezonu The Expanse wraca do traktowanych w poprzednim epizodzie po nieco macoszemu wątków.

Pierścień zmniejszył limit dopuszczalnej prędkości maksymalnej, dla której jeszcze nie więzi w swoim polu poruszających się obiektów. Oczywiście niesie to ze sobą ogromne konsekwencje – większość okrętów przebywających w jego przestrzeni doznało ogromnego i katastrofalnego w skutkach hamowania. Nieprzytomnego Holdena marsjańscy marines postanawiają zabrać na pokład swojego bazowego okrętu Xuesen. Tym razem to ten wątek jest dość wygaszony, za co w zasadzie byłem bardzo wdzięczny, bo na około naprawdę bardzo dużo się działo – Thomas Prince, Behemoth i reszta floty eksploracyjnej muszą poradzić sobie z nieplanowanym wyhamowaniem i jego konsekwencjami. Co więcej, problemem jest też sam nowy limit prędkości, który powoduje, że najwcześniej za siedem miesięcy jakikolwiek statek będzie w stanie opuścić przestrzeń Pierścienia.

Na ziemskiej jednostce jesteśmy świadkami liczenia strat i przede wszystkim ogarnianiem rannych, których jest porażająca ilość. W to wszystko jest wplątany wątek Melby, która próbuje za wszelką cenę uciec z okrętu i przedostać się oczywiście na Rocinante, aby do końca zemścić się na załodze, która pogrążyła jej ojca. W to wszystko wplątuje się Anna, która wreszcie może odegrać jakąś rolę w fabule serialu – podąży za Melbą Osobiście uważam tę postać za dosyć zbędną od momentu, gdy pomogła prezydentowi Gillisowi jeszcze na Ziemi. Tutaj nareszcie miała swoje kolejne kilka minut. Czy było to aż tak spektakularne i potrzebne? Nie wydaje mi się, myślę, że tutaj spokojnie można było odbiec nieco od fabuły książki i w kontekście natłoku postaci na ekranie całkowicie z niej zrezygnować. Ok, nie znam historii z kolejnych części książek i jaką tam będzie miała jeszcze Anna rolę, jednak na chwilę obecną uważam, że jej postać jest mocno zbędna, a jej rolę w pomocy Naomi na Rocinante mógł odegrać Amos lub Alex, albo nawet sama Naomi mogłaby sobie poradzić z Clarissą/Melbą.  Jednak jak już jesteśmy przy wątku Thomasa Prince’a, to muszę docenić kolejne szczegóły, których na szczęście nie boją się twórcy The Expanse. Mowa tutaj o obrazie radzenia sobie z natłokiem rannych na pokładzie statku kosmicznego. Na dodatek, w zasadzie od pierwszego odcinka wyraźnie widać zamiłowanie twórców do prezentowania tematów związanych futurystyczną medycyną. Z resztą smaczków jest tutaj więcej i mam tu głównie na myśli fizykę w warunkach mikrograwitacji. Rewelacyjnie wykonano od strony technicznej pożar na statku Naomi. Brawa również za prawidłowe zachowywanie się łez w takich warunkach – krople nie spadają na podłogę, tylko niejako kleją się do oczu i reszty twarzy. To jest ten sosik, który uwielbiam, kiedy okrasza fabułę dobrego serialu.

Bardzo interesującym wątkiem była natomiast sytuacja na Behemocie, gdzie Drummer i Ashford zostali uwięzieni w ładowni przez ciężki sprzęt rolniczy. Sytuacja ta była pretekstem do bardzo ważnej dyskusji na temat tożsamości Pasiarzy i dwóch odmiennych spojrzeń na ten temat, czyli w zasadzie kulminacja tego, co działo się na Behemocie od początku sezonu. Niby statyczna i dosyć oklepana już scena, ale ja oglądałem ją z wielką przyjemnością. Bardzo lubię, kiedy przy pomocy niewielu środków można tak wiele treści przekazać. Ostatecznie, dzięki poświęceniu kapitan Drummer, uwolnili oboje się uwolnili, a jedną z pierwszych decyzji Asha jako p. o. kapitana było zakręceniem kołem grawitacyjnym Behemota. Po co? Brak grawitacji bardzo źle wpływa na rekonwalescencję rannych, w szczególności jeśli chodzi o krwotoki wewnętrzne. Operacja uruchomienia sztucznej grawitacji powiodła się, a Ashford pokazuje ludzką twarz Pasiarzy, zapraszając resztę floty eksploracyjnej, aby zwiozła rannych na Behemota. Może to dziwić, ale dla mnie to właśnie wątek na byłym mormońskim statku pokoleniowym był najciekawszy w „Fallen world”. Dlaczego? Podsumujmy: Holden, Bobby i reszta marines tylko leci i rozmawiają o przyszłości kapitana Rocinante. Połączone historię Thomasa Prince’a czyli Anny i Clarissy Mao oraz Roci, czyli Naomi i reszta były raczej klasykiem – walka, akcja i pościg z przyprawione wszystko dramaturgią i nostalgią, jednak treścią niewiele to wniosło ani do fabuły ani do uniwersum – prostu zakończenie tematu Melba kontra Holden. Natomiast na Behemocie mimo statyczności tego wątku, miałem samo mięcho uniwersum the Expanse, czyli kolejna porcja informacji o Pasiarzach, zwieńczona heroicznym i humanitarnym zachowaniem się Asha.

Ze smutkiem dociera do mnie fakt, że pozostał już tylko dwuodcinkowy finał sezonu. „Fallen World” to odcinek bardzo dobry i zaskakująco dynamiczny jak na klasyczny „wyciszacz” przed ostatecznym hukiem na koniec sezonu. Pokazuje on, że nawet w okolicznościach, kiedy fabuła zamyka wszystkie wątki w jednej praktycznie lokacji, można nadal bez problemu rozwijać uniwersum na dodatek bez jakiegokolwiek uszczerbku na jakości przedstawionej historii.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony serialu