Stargate SG-1: Tin Man – recenzja (odcinek 1×19)

Lekko zabawowy odcinek którego zadaniem jest odprężyć widza przed grande finale sezonu. Fabularnie sprawa ma się tak: SG-1 budzi się na pewnej planecie bez Tealc’a i poznaje niejakiego Harlana. Okazuję się on być ostatnim z wysoko rozwiniętej rasy która z jakichś powodów zeszła pod ziemię.             Po jakimś czasie prawda wychodzi na jaw a Harlan z jego powitaniem (Comtrya) okazuję się być androidem i przeniósł świadomość naszej dzielnej załogi do im podobnych androidów. Podobne to trochę do motywu z jednego odcinka Star Treka zwłaszcza motyw z przenoszeniem świadomości. Sam odcinek przyjemny ale bez szału taki zapychacz do zapomnienia. Ciekawie wypada rozmowa pomiędzy klonami SG-1 a oryginałami jednak to trochę mało. Sam pomysł ciekawy, niestety zagadka zostaje szybko wyjaśniona (znaczy, wpadnie na to każdy kto widział jakieś seriale sci-fi) a postać Harlana – zabawna ale nie pociągnie całego odcinka. Przydałoby się trochę informacji na temat tej rasy co fajnie by rozbudowało świat Stargate. Niestety scenarzyści nie poszli jednak tą drogą co mnie bardzo smuci. Zamiast tego dostaliśmy odcinek lekki, łatwy i przyjemny.