Star Trek VI: The Undiscovered Country

Ostatni film z oryginalną załogą Enterprise. Czy tym razem mamy do czynienia z dziełem wybitnym? Czy jednak twórcy poszli w ślady poprzedniej części serwując nam kolejną tragedię? Jakie nawiązania do innych serii kryję ta część? I czy Kirk zaprowadził pokój w galaktyce? Przeczytajcie sami 🙂

Film zaczyna się od wybuchu klingońskiego księżyca o wdzięcznej nazwie Praxis. Stawia to Imperium Klingonów w trudnej sytuacji a Federacja zamierza to wykorzystać. Nie nie tak jak myślicie, zamierza doprowadzić do pokoju pomiędzy Federacja a Imperium. Przywiezienie kanclerza Klingonów przypadło w udziale najsłynniejszemu kapitanowi Gwiezdnej Floty, a zgłosił go do tej misji jego przyjaciel Spock. Jak ogólnie wiadomo, Kirk nienawidzi Klingonów, między innymi za to że zabili jego syna, jednak podejmuję się wykonać zadanie. Zaprasza Kanclerza na kolacje, gdzie rozmawiają o pokoju i Hamlecie. Gdy wojownicza rasa wraca na swój statek, następuję atak ze strony Enterprise a dalej mamy fabułę iście szpiegowskiego filmu. Jest spisek mający na celu nie doprowadzenie do pokoju, Kirk z McCoyem zostaje skazany na pobyt w klingońskim więzieniu Rura Penthe (w czasie procesu broni ich nie jaki Worf – dziadek Klingona o tym samym imieniu z serialu The Next Generation) – w tym samy z którego kilkadziesiąt lat wcześniej uciekł kapitan Archer. Rzecz jasna Kirk też dość szybko opuszcza ten przybytek i wyłapuje spiskowców (jedną z nich jest Wolkanka Valeris) i ostatecznie ujawnia cały spisek oraz doprowadza do pokoju pomiędzy dwoma rasami. Pod koniec filmu następuję nostalgiczny epilog, w którym Kirk żegna się z nami i oznajmia nam, że pałeczkę przejmuję teraz „Nowe Pokolenie”.

Przyznaję, że bardzo mi się podoba ten film. Jest on wyjątkowo spójny i wreszcie zamiast wrogów i pojedynków Kirka z przeciwnikami mamy tu coś o aktualnym obrazie politycznym w świecie Star Treka. Wątek spisku bardzo dobrze się sprawdził, prawdopodobnie dlatego, że jest taki ludzki. Nie mamy tu wydumanych pseudofilozoficznych kwestii jak w piątej części, czy  mistyczny V’Ger. Są natomiast emocje i bardzo dobrze przedstawione motywacje bohaterów. Rozdarty Kirk czy wierzący w pokój Spock – świetna sprawa. Oczywiście film nawiązuje fabułą do faktycznych wydarzeń z lat 80′, ale uważam, że najwyższa pora zacząć ten film oceniać jako samodzielny produkt a nie jako komentarz do aktualnej sytuacji politycznej. Wspomnę jeszcze o licznych nawiązaniach do serii: Kirk wspominający syna, Worf. No i jeszcze bardziej doceniam twórców serialu Enterprise za takie motywy jak Rura Penthe czy wolkanie. Jeśli chodzi o to ostatnie to dla mnie osobiście motyw Valeris, która uczestniczyła w spisku jest ciekawym rozwinięciem Wolkan z serialu Enterprise. Pamiętacie ich? Jak dążyli do wojny z Andorianami? Toż to właśnie sposób myślenia Valeris. Cały ten film jest też pożegnaniem Kirka i załogi. I trzeba przyznać, że bardzo udanym. Czy lepszym niż Gniew Khana? Moim zdaniem minimalnie jednak z nim przegrywa. Moja ocena 8/10.

P.S. A przed nami następna podróż,  tym razem z „Następnym Pokoleniem” 🙂