Expanse – „Dandelion Sky” (sezon 3, odcinek 10, recenzja)

No i znów robi się gorąco i wątpię aby temperatura malała już aż do finału sezonu. W „Dandelion Sky” dzieje się naprawdę dużo a końcowa scena prowokuje do zadawania mnóstwa pytań, na które odpowiedź znajdziemy zapewne w kolejnych epizodach.

Holden opuszcza Rocinante wraz z Millerem, którego tylko on widzi. Dlaczego? Projekcja detektywa z Ceres nakazuje mu zmierzać w kierunku stacji – niezidentyfikowanego niewielkiego kulistego obiektu w przestrzeni Pierścienia. Reszta załogi Rocinante została postawiona przed faktem dokonanym i za późno zorientowała się, że Holden jest już poza pokładem okrętu. Ten wątek jest oczywiście kluczowy dla całego serialu pod względem fabularnym, bo jak można się domyślać, wyjaśnia sporo na temat pochodzenia protomolekuły oraz Pierścienia. Jest to rzecz jasna bardzo ciekawe i wciągające, jednak aby nie psuć zabawy tym, co jeszcze tego odcinka nie widzieli, nie będę się tutaj wdawał w szczegóły. Warto jednak zaznaczyć, że dowiadujemy się dokładnie czym jest widziany przez Holdena Miller i dlaczego tak dziwnie zachowywał się wcześniej. Co natomiast równie mocno przypadło mi do gustu to dialogi między tymi postaciami. Z jednej strony czułem tą samą chemię, która towarzyszyła tym bohaterom podczas akcji na Erosie, z drugiej strony wyglądało to na konwersację przewodnika duchowego ze swoim zagubionym wyznawcą. No i sam długi czas ekranowy Millera zawsze jest czymś bardzo pozytywnym :-).

Niestety w tą sielankową podróż do wnętrza obcej stacji zakłócili Marsjanie, którzy postanowili przechwycić Holdena. W oddziale marines, przypisanym do tej misji znajduje się nie kto inny niż Bobbie Draper, która mimo emocjonalnego przywiązania do załogi Rocinante, melduje dowódcy, że jak na marsjańskiego żołnierza przystało nie ma żadnego problemu z wykonaniem tego rozkazu. Na pozór łatwa misja jednak mocno się komplikuje, gdy oddział przechwytuje Hodena wewnątrz stacji. Wystrzelone pociski zawisają w przestrzeni, podobnie jak statki kosmiczne w przestrzeni Pierścienia, a po zdetonowaniu granatu… no cóż z jednego marines zrobiło się to, co z Arbagastem na Wenus. W tej całym chaosie Holden ostatecznie robi to, do czego przyprowadził go tu Miller i… no właśnie… James widzi tytułowe Dandelion Sky (niebo pełne dmuchawców). Wizja jest mocno sugestywna, daje pewne pole widzowi do interpretacji, jednak tak jak wspomniałem na początku, rodzi w głowie wiele pytań. W każdym razie ostatnia scena wciąga totalnie, a sama wizja to już kopara do Ziemi. Miałem poczucie, że w zasadzie niema trzy sezony The Expanse to dopiero początek drogi, a teraz odsłoniły się prawdziwe karty do gry.

Poza wątkiem Holdena niewiele się dzieje. Thomas Prince w końcu wlatuje w przestrzeń Pierścienia. Na jego pokładzie Anna przeżywa kryzys swojego powołania, kiedy to samo przeżycie związane z dziwnymi i niewytłumaczalnymi zjawiskami związanymi z Pierścnieniem przyćmiły jej obowiązki jako kapłana. Szczerze mówiąc średnio czułem ten motyw. nie wiem czy to kwestia scenariuszowa, czy reżyserska, jednak czegoś tutaj zabrakło. Przede wszystkim działo się to za szybko, abym mógł jako widz wczuć się lepiej w ten problem – po prostu nie myło tyle czasu ekranowego, aby pokazać to dobrze. Do tego, sama historia była trochę banalna i zbyt czytelna, co również średnio wpłynęło na wczucie w tą sytuację – po prostu z góry wiedziałem co się wydarzy, więc nie angażowałem się w to emocjonalnie. Na okręcie Narodów Zjednoczonych toczył się jeszcze wątek Melby, jednak tutaj jest jeszcze mniej do powiedzenia. Nasz czarny charakter tego sezonu próbuje opuścić okręt i przechwycić Rocinante przed Marsjanami, a przy okazji jeszcze trochę krwi się poleje.

Jest jeszcze kwestia Behemota, gdzie również niewiele się działo – ot nasila się konflikt na linii Drummer-Ashford i tyle. Rozumiem, że to klasyczne przypomnienie, że ten wątek jeszcze nie umarł, tylko po prostu w tym odcinku nie ma na niego czasu. Podobnie z resztą jest z Naomi, która cały epizod po prostu zmierza na Rocinante.

Jak już wspomniałem na początku „Dandelion Sky” jest niezwykle emocjonujący. Holden i jego historia to główny trzon fabuły odcinka, reszta to w zasadzie tylko przystawka. Nie jest to oczywiście zarzut, bo wątek ten jest tak mocny i istotny dla całego uniwersum, że jak najbardziej zasługuje na pełnię uwagi. Natomiast zakończenie odcinka jest już tak wielkim cliffhangerem, że ciężko było czekać kolejny tydzień na ciąg dalszy tej wciągającej historii.

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony serialu