Stargate SG-1: Enigma ? recenzja (odcinek 1×17)

Kolejny odcinek, pokazujący jak wielki potencjał drzemie w tym serialu oraz w pomyśle Wrót. Tym razem nasza dzielna załoga natyka się na rasę, która, co prawda pochodzi od ludzi jednak w przeciwieństwie do nas jest bardzo wysoko rozwinięta.               Tollanie (bo tak się nazywają) posiadają wiedzę i technologię kompletnie dla nas niedostępną. Co więcej przypominają mi trochę Federację ze Star Treka a to przez ich podejście do cywilizacji mniej rozwiniętych. Posiadają oni bowiem coś na kształt „Pierwszej Dyrektywy” która zabrania im dzielenia się wiedzą i technologią. Wynika to z błędów popełnionych w przeszłości. Muszę przyznać, że jest to bardzo ciekawy wątek tym bardziej, że po raz pierwszy w serialu spotykamy rasę tak wysoko rozwiniętą (byli jeszcze Noxowie ale nie obnosili się aż tak ze swoją wiedzą). Powoduję to zrozumiałe  zaniepokojenie wśród US Army a u widza zaskoczenie, że spotykamy tak wysoko rozwiniętą rasę. Niestety scenarzyści postanowili wprowadzić tutaj też wątek romantyczny który, jest wg mnie kompletnie niepotrzebny. No bo, co niby wnosi do fabuły fakt, że Tollianin pomylił Carter z aniołem(i czy Tollanie wierzą w anioły i Boga)? Pomijając już fakt sztampy i kliszy tego tekstu. Świetnie natomiast wygląda technologia nowych obcych. Ich przejście przez ścianę oraz stwierdzenie, że „nie zatrzymacie nas” robi wrażenie. Na plus zasługuje również końcówka wraz pojawieniem się Noxów oraz wprowadzenie postaci Maybourne który jeszcze sporo namiesza w uniwersum Stargate. Polecam ten odcinek.