Stargate SG-1: Cor-ai – recenzja (odcinek 1×16)

Tytułowy Cor-ai, to tak naprawdę proces. A trybunał dotknie naszego wiecznie uśmiechniętego obcego czyli Jaffa Tealc’a. Okazuję się bowiem, że był on już na pewnej planecie kilkadziesiąt lat temu i zabił wtedy jednonogiego mężczyznę. A teraz jego syn oskarża go o morderstwo.                  Czy jest to ciekawy odcinek? Raczej nie… Co prawda są tu interesujące elementy. Fajnie na przykład jest pokazane niezrozumienie kulturowe czyli czym tak naprawdę jest Cor-ai (jeśli oskarżony nie jest winny to nie ma sensu go przeprowadzać). Czy na przykład w jego trakcie zachowanie samozwańczego adwokata czyli O’Neilla w postaci okrzyku „sprzeciw”. Niestety dalej scenarzyści idą bardzo schematycznie. Najpierw pokazują „śledztwo” Jacksona które pokazuje, że nasz Jaffa na długo przed zdradą Apofisa kombinował na niekorzyść swego boga. Jest to delikatnie mówiąc naciągane, zwłaszcza, że Tealc wychodzi tu na super inteligentnego gościa, który błyskawicznie zanalizował sytuację, przeprowadził badanie reakcji ludu i wybrał mniejsze zło w postaci zabicia osoby kulawej, która spowolniałaby resztę. Co ciekawe, w wizji przeszłości kiedy to popełnia ten karygodny czyn, widzimy, że nikt nie ucieka, co więcej syn zabitego wyrywa się reszcie Jaffa i podbiega do ciała ojca. Można by oczywiście się zastanawiać jak ten syn przeżył i dlaczego Apofis ich wszystkich nie porwał ale po co? Nie podobało mi się też zakończenie tego odcinka. Tradycyjna zmiana podejścia skrzywdzonego po tym jak Jaffa naocznie mu udowodnił swoją zmianę. A zdanie: „tamten Jaffa już nie żyje” bije kliszą po oczach. Odcinek mocno średni.