Star Trek IV: The Voyage Home

Nasza dzielna załoga postanawia wrócić na Ziemię zdobycznym statkiem Klingonów. Gotowi ponieść konsekwencję wyruszają na spotkanie z przeznaczeniem. Jednak okazuję, że pojawia dziwna sonda, która postanawia zniszczyć naszą planetę. No ale od czego mamy Kirka i jego dzielna załogę?                           Wiecie, mam spory problem z tym filmem.W zasadzie nie wiem jak go nawet sklasyfikować. No bo jak odebrać fakt, że nieznana sonda wydaję dźwięk  podobny do pieśni waleni? I na ten fakt wpada nie kto inny jak sam Spock…Zastanówmy się, mieszkańcy Ziemii i najtęższe głowy Federacji wymiękły ale wystarczyło, że Spock chwilę posłuchał dźwięku sondy… Dalej robi się jeszcze ciekawiej.  Załoga postanawia cofnąć się w czasie do lat 80 (kaszka z mleczkiem, co to dla nich) i porwać parę waleni bo jak one się z kontaktują z sondą to ta na pewno odpuści. Prosty plan, co nie? Przyznaję, że fragment dziejący się w latach 80 ma swój urok. Jest interesująco i zabawnie (przeklinający Spock czy Chekov ze swoim „nuclear vessel”). Jednak ciężko się oprzeć wrażeniu, że za bardzo to sensu nie ma. Zwłaszcza gdy Scotty postanawia wyjawić tajemnicę z przyszłości (kolejne zabawne („hello computer”). Bo niby dlaczego miałoby to zagrozić przyszłości? Mamy tu dwie ucieczki, raz ze statku próbuje uciec złapany Chekov (Rosjanin złapany na okręcie atomowym w latach 80. Zabawne) i jest to próba nieudana a potem następuje ucieczka a raczej próba odbicia Chekova ze szpitala. No cóż w tych scenach muzyka jest lekko głupkowata ale jakby chyba dołożył tam melodię znaną z Benny Hilla. Oczywiście misja Kirka  kończy się powodzeniem a przy okazji zabiera on dziewoję z lat 80 prosto do XXIII stulecia. Znowu James się niczego nie nauczył na temat igrania z historią a przecież sam już raz nabroił chociażby w odcinku „City of the Edge Forever”. Na sam koniec okazuję się, że Kirk zostaje ukarany za porwanie Enterprise poprzez zostanie kapitanem Enterprise-A.

Widzicie mój problem? Fabuła tego film u jest zaskakująco głupia, zwłaszcza jak na tę serię. Jednak przy tej całej głupocie ogląda się to zaskakująco dobrze. Jest odpowiednie tempo, zabawa jest przednia. Wystarczy tylko wyłączyć myślenie albo po prostu uznać, że ogląda się film familijny lub komedie. Wtedy wszystkie problemy znikają i nawet dziwne pomysły nie popsują wam zabawy. W związku z tym jako film sci-fi film otrzymuje 3/10 natomiast jako film familijno-komediowy 8/10. Sami zdecydujcie, która ocena jest dla was ważniejsza.