Star Trek III: The Search for Spock

Przygoda trwa. Czy Kirk wytrzyma na Ziemi, mając cień szansy, że odzyska swego przyjaciela? Co z McCoyem, który zapadł na dziwna chorobę? Jak bohaterowie zareagują na wieść, że Enterprise ma zostać zniszczony? No i co robi Christopher Lloyd w tej części?

Film fabularnie dzieli się na dwie części. Mamy tu wątek ziemskiej załogi Kirka oraz akcję na Genesis. I to ten pierwszy wątek napędza akcję. Gdy przez pierwszą połowę filmu śledzimy losy Kirka i ekip jest naprawdę ciekawie. Jesteśmy z naszym dzielnym kapitanem gdy dowiaduję się, że Enterprise będzie wycofany ze służby bo jest za stary, widzimy McCoya, który wyraźnie nie może sobie poradzić z posiadaniem Katry czyli esencji życia Spocka. Gdy zaś Kirk nie może wrócić na Genesis, gdzie prawdopodobnie odrodził się Spock widzimy całkiem ciekawie rozegrana akcję porwania Enterprise. Niestety od tego momentu film zwalnia. Widzimy Klingonów, którzy chcą zdobyć tajemnicę Genesis (ich dowódcę gra niejaki Christopher Lloyd) ale są oni totalnie bez wyrazu. Podobnie jak cały wątek na Genesis gdzie David wraz z Saavik odnajdują klon Spocka ale planeta zmierza ku samozagładzie bo zbyt szybko się rozwija. W zasadzie to podejrzewam, że Klingoni zostali tu wprowadzeni w dwóch tylko celach. Po pierwsze mamy efektowny wybuch Enterprise po ich desancie i po drugie jeden z nich uśmierca David syna Kirka. Tego faktu jest mi żal bo wydaje mi się, że wątek syna Jamesa można było jeszcze trochę pociągnąć i zrobić z tego coś ciekawego. Oczywiście wszystko kończy się dobrze (nie dla Davida) na Wolkanie gdzie Katra Spocka wraca na swoje miejsce. W ten sposób mamy oryginalną załogę w komplecie tylko, że zagrożoną więzieniem za porwanie Enterprise.

Nie jest to zły film, nazwałbym go bardziej nierównym. Tak jak wspomniałem wcześniej pierwszą cześć ogląda się przyjemnie, jest akcja, odpowiednie tempo. Niestety wyraźnie widać, że scenarzyści nie za bardzo wiedzieli co zrobić z Genesis i Davidem. Pewnie dlatego postanowili obie te rzeczy unicestwić. A szkoda, bo o ile zniszczenie planety mi nie przeszkadza, to już fakt śmierci syna Kirka owszem. Można było tak ciekawie pociągnąć ten wątek, mogli służyć razem na statku albo po prostu stary Kirk przekazałby pałeczkę młodszemu pokoleniu. Trzeba też zauważyć bardzo efektowne wysadzenie Enterprise i to muszę pochwalić, bo faktycznie nie było sensu, żeby załoga posiadała ten statek skoro był już za stary. Film poprawny, momentami ciekawy, jednak z niewykorzystanym potencjałem. Wielka pochwałą przyjaźni i fabuła mająca tylko jeden cel: przywrócić Spocka. Ocena 6/10