Star Trek II: The Wrath of Khan

Kolejna część filmowej sagi Star Treka, potwierdzająca fanowską teorię, że jeśli chodzi o produkcję kinowe to należy oglądać co drugą część. Twórcy wyciągnęli wnioski z poprzedniej nieudanej próby zawojowania kin i dali nam jedną z najlepszych części uniwersum. Przede wszystkim scenarzyści postanowili nie bawić się w tworzenie jakiegoś super extra mistycznego wroga tylko zaczerpnęli z bogactwa uniwersum.

Tym sposobem na samym początku Chekov i jego współpracownik trafiają nieświadomie na Ceti Alpha V gdzie jak wiemy przebywa Khan zesłany tu przez kapitana Kirka (odcinek TOSa „Space Seed”). Przyznaję, że trochę trudno uwierzyć, że wysoko rozwinięta Federacja nie zorientowała się, że Ceti Alpha V opuściła swoja orbitę i pomyliła planety… No ale trzeba z tym żyć 🙂 Tak więc Khan próbuje się zemścić na Kirku, a w tle odkrywamy, że Federacja rozpoczęła projekt „Genesis”, który skromnie mówiąc jest zabawą w boga. Naukowcy zamierzają bowiem stworzyć życie na jakiejś wymarłej planecie. Oczywiście Khan zamierza wykorzystać naukowców, by zwabić Kirka tym bardziej, że okazuję się, że dowodząca naukowcami to jego ex (jak 3/4 galaktyki 🙂 ) i jego syn.

I tu chciałbym pogratulować scenarzystom. Wreszcie zerwali z wizerunkiem Kirka-zabijaki i rasowego samca alfa i dali nam podstarzałego bohatera, który próbuję się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Często w tym film Kirk zastanawia się czy dobrze spędził życie uganiając się za kosmicznymi uciechami (czasem dosłownie) a wiadomość o tym, że Sulu ma córkę zdaje się go dobijać. Dlatego też tak ważne w tym kontekście jest wiadomość o synu oraz fakt, że dopada go przeszłość. Myślę też, że nie sposób tutaj nie wspomnieć o śmierci niejakiego Spocka. Tak moi drodzy Star Trek na długo przed „Grą o Tron” miał cojones aby uśmiercić jedną z głównych postaci. I przyznaję, że scena poświęcenia się Spocka wraz z jego mottem („potrzeby niewielu….”) jak i scena pogrzebu potrafią wzruszyć i skłonić do refleksji.

Dodatkowo, film ma świetne tempo, nie sposób się tutaj nudzić. Walka jest interesująca a ostateczna batalia, no cóż mi się bardzo podobała. Jeszcze raz podkreślę jak świetnym przeciwnikiem był Khan, przez co ten film ogląda się naprawdę bardzo dobrze.

Z czystym sercem mogę polecić ten film, posiada on odpowiednie tempo, akcja jest wyważona i co najważniejsze mamy tu konkretnego przeciwnika, który robi bardzo dużo dla tego filmu. Ode mnie film dostaje 8/10 za to, że ani przez chwilę się nie nudziłem i motyw Spocka.

 

PS: Tak, wiem, że Spock wróci 🙂