Star Trek TAS: How Sharper Than a Serpent’s Tooth ? recenzja (odcinek 2×05)

Pamiętacie klasyczny odcinek Star Treka z Apollem? Gdy okazało się, że bogowie z Olimpu to tak naprawdę kosmici, którzy sobie odlecieli w siną dal? A odcinek o Indianach i tajemniczej rasie opiekunów, która rozsiewała ludzi po całym kosmosie? A więc zapnijcie pasy, do tego zacnego grona dołącza Kukulkan.

Nasza dzielna załoga spotyka na swej drodze dziwny statek. Taki o którym nawet Spock mówi, że nie wie co to za diabelstwo. Tajemniczy statek zamyka Enterprise w polu siłowym ale na szczęście na mostku jest niejaki Chodzący Niedźwiedź. Nie żartuje koleś tak się nazywa w XXIII wieku i szybko identyfikuje statek jako Kukulkan czyli jeden z Azteckich bogów. Kirk, Spock i (rzecz jasna) Niedźwiedź przenoszą się na statek Kukulkana, który im tłumaczy, że rozsiał swoja mądrość na Ziemi a potem odleciał (kolejny, ciekawe kto jeszcze? Odyn? Thor ? Światowit?). Tam oczywiście Kirk tłumaczy mu jego głupie zachowanie nie bez pomocy istoty zwanej „powers-cat”. Koniec końców smutny Kukulkan odlatuje w dal. Chyba nie muszę mówić wam czy to był dobry odcinek? Głupio, nudno i beznadziejnie. Dobrze, że został tylko jedne odcinek. A miło byłoby gdyby twórcy wspomnieli coś o Apollu, to by stworzyło fajne nawiązanie. Ale chyba za dużo wymagam.