Expanse – „Intransigence” (sezon 3, odcinek 9, recenzja)

Po ostatnim emocjonującym odcinku, ciężko będzie z nim konkurować i oczywiście w zasadzie szans na to, aby „Intransigence” go przebił nie było. Jednak spokojnie, to w końcu „Expanse”, zawsze jest ciekawie.

Najważniejsza jest oczywiście akcja na Rocinante. Załoga „utknęła” w dziwnym i niezrozumiałym bąblu Pierścienia. Zagrożenie ostrzału minęło, jednak w pościg za jednostką rozpoczął okręt marynarki marsjańskiej. Holden jest coraz bardziej sfrustrowany, ponieważ jego tajemniczy gość przestał się pojawiać. Amos natomiast zabrał się do roboty, aby wyciągnąć z ekipy dziennikarskiej informację co zrobili z Roci i jak to naprawić. Przyznam, że mimo, że wiedziałem czego już można się spodziewać po Amosie, nadal mnie zaskoczył po pierwsze bezwzględnością, przy zastraszaniu Cohena, a później rozwiązaniem braku łączności z nadciągającą jednostką marsjańską. Rewelacyjną sceną też było dobijanie się do zamkniętego w swojej kajucie Holdena – dobrze dobrany comic relief przy tym całym napięciu. Natomiast cała beznadziejność sytuacji kieruje myśli załogi Rocinante do myśli nad oddaniem się w ręce Marsjan – zawsze to lepsze rozwiązanie niż zostać zestrzelonym przez polujących na nich Pasiarzy i Narody Zjednoczone. Jak to się dalej rozwinęło? Ano bardzo ciekawie – Holden podjął dość kontrowersyjną decyzję i opuścił pokład Rocinante. Trudno, aby wątek naszej ukochanej załogi zaczął nudzić, przestał budzić emocje. Niezmiennie wciąga i trzyma poziom.

Na tym jednak nie koniec. Nareszcie dowiedzieliśmy się jaka jest motywacja Melby i dlaczego tak bardzo chce zniszczyć Jamesa Holdena. W zasadzie tylko tyle i aż tyle, bo dzięki retrospekcjom zaczynamy rozumieć o co w tym wszystkim chodzi – Melba to tak naprawdę druga córka Julesa-Pierre Mao, ta gorsza, ta która zawsze musiała konkurować o względy z faworyzowaną przez ojca Julie. Sceny z przeszłości z jednej strony fajnie rozwijają postać i dają czas na prawdziwe zrozumienie poczynań Melby, z drugiej strony odgrywają rolę spowalniacza akcji w odcinku. Jak wiecie, w „The Expanse” takie zabiegi raczej mi nie przeszkadzają, tym bardziej, że w końcu rozwinięto nieco postać naszej nowej antagonistki, a już zacieram ręce przed czym znowu nas scenarzyści tak uspokajają. Spowolnienie tempa i cliffhanger związany z Holdenem zapowiadają kolejną już w tym sezonie petardę.

Trzecim istotnym wątkiem odcinka była oczywiście akcja na Behemocie, który ostatecznie również wraz z resztą floty Pasiarzy wlatuje do bąbla Pierścienia. Towarzyszyła temu epicka, przejmująca, pasiarska przemowa Drummer. Z jednej strony była ona na wskroś patetyczna aż do bólu, co mi przez krótki moment nawet przeszkadzało i nie pasowało. Jednak szybko zmieniłem zdanie, gdy zrozumiałem audytorium, do którego była ta przemowa kierowana. To Pasiarze, którzy właśnie wywalczyli niepodległość, lecą na ogromnym okręcie bojowym w nieznane. Ci prości, dumni ludzie właśnie takiej otuchy potrzebowali, co z resztą widać na scenach z tego wątku. Oprócz tego, na koniec zdarzyło się to, na co wszyscy chyba czekali – Naomi postanowiła wrócić na Rocinante, co wydaje się bardzo dobrym wyborem, biorąc pod uwagę jak bardzo potrzeba tam teraz genialnego inżyniera.

Jak sami się już pewnie zorientowaliście, odcinek jest dużo spokojniejszy niż poprzedni. Znowu miałem poczucie uspokojenia, przed zbliżającą się kolejną eksplozją akcji i emocji. Mam nadzieję, że już w kolejnym odcinku się tego właśnie doczekam. Czy czegoś mi zabrakło w „Intransigence”? Być może jakiejś marsjańskiej perspektywy podczas skanowania wnętrza bąbla przez MCRN Xuesen, Byłem bardzo ciekawy, co pokazywały sądy wysyłane przez ten niszczyciel, w szczególności tą, która zniknęła 😉 Mam nadzieję, że i to zostanie nadrobione już w kolejnym odcinku.

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony serialu