Stargate SG-1: Thor’s Hammer – recenzja (odcinek 1×10)

W tym odcinku scenarzyści, najwyraźniej dojrzeli, że niedaleko zajadą na opisywaniu kultur starożytnej grecji i postanowili iść na całość. Otóż Daniel Jackson stawia teorię, że wszyscy mityczni bogowie to tak naprawdę kosmici a niektórzy z nich byli wrogami rasy Goauld. Jako przykład stawia nordyckiego boga Thora w związku z czym SG-1 wyrusza na świat zwany Cimmerią. Tu na chwilę się zatrzymajmy. Kwestia pozostałych bogów jest, delikatnie mówiąc naciągana. Ciężko mi bowiem sobie wyobrazić, Ziemie na której latają sobie obcy w takiej ilości i tak zróżnicowani i jeszcze swobodnie podróżują przez Wrota. Sam nie wiem, może rzeczywiście były jakieś kolejki albo zapisy do przechodzenia przez Wrota? Co więcej znów nie do końca zgadza się chronologia zasypania wrót przez egipcjan w stosunku do wikingów. Jednak jeśli przymknąć na to oko (co radzę) to otrzymujemy bardzo ciekawy i emocjonujący odcinek. Po przybyciu na Cimmerię (gdzie mieszkańcy po raz kolejny postanowili się nie rozwijać) Teal’c wraz z Jackiem zostają przeniesieni do groty gdzie urządzenie zwane młotem Thora ma usunąć Goaulda z brzucha naszego poczciwego Jaffa. Tu oczywiście pojawia się problem na szczęście rozwiązanie za pomocą brutalnej siły i zniszczeniu młota działa. Ciekawe natomiast są informację które można uzyskać po obejrzeniu tego odcinka. Otóż okazuję się, że nosiciele mogą wpływać na swoich Goauld a co więcej, jest możliwe pozbycie się symbionta bez krzywdy dla nosiciela (chyba, że jest się Jaffa). Dowiadujemy się również o pierwszych nosicielach Goauld czyli rasie Unas. Przez część odcinka jeden z nich próbuje zabić naszych bohaterów. Co do tego Unasa to proponują uważnie się jemu przysłuchać. Jeśli macie jakieś wątpliwości to ostatecznie je rozwiewam: tak to głos samego lorda Vadera (niestety nie padają słowa „I am your father”) czyli Jamesa Earla Jonesa. Odcinek ciekawy, wciągający i ważny dla dalszej historii (po raz pierwszy słyszymy o Asgardzie – polubimy ich). Polecam.