Expanse – „Triple Point”/”Immolation” (sezon 3, odcinek 5 i 6, recenzja)

Przez pyrkonową zawieruchę recenzja piątego odcinka nieco się opóźniła, ale nie ma tego złego co by na dobre wyszło, dzięki temu można ją połączyć od razu z epizodem szóstym, bo oba stanowią w zasadzie bardzo spójną całość.

Nie ma co się oszukiwać, na takie przyspieszenie i zintensyfikowanie akcji liczyłem. „Tripple Point” przedstawia nam marsjański okręt Hammurabi, na którym znalazła się uratowana przez Holdena i spółkę na polu po bitwie załoga marsjańskich marynarzy. Jednostka zmierza wraz z całą flotą do Kalisto, księżyca Jowisza jednak załoga zauważa, że Agatha King zmierza do innego satelity Jowisza – Io.  Poznajemy też rewelacyjną panią kapitan Hammurabiego, z której od samego początku bije doświadczenie, kompetencja i zrozumienie bezsensowności obecnej wojny z Ziemią. Czyli całym szczęściem wiadomość od Avasarali padła na podatny grunt. W dalszym rozwoju wydarzeń kapitan Kirino tylko potwierdziła, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu, a cytat o wojnie z jej ust zapamiętam na bardzo długo: „War is unstable interaction of 3 things: intense emotions, politics and luck” (pl: „Wojna to .niestabilne współdziałanie 3 rzeczy: silnych emocji, polityki i szczęścia”). Byłem pod wrażeniem i żałuje tylko, że nie poprowadzono wątku z pokładu Hammurabiego w szóstym odcinku, rozumiem jednocześnie, że zwyczajnie nie było na to czasu.

W tym samym czasie na Agacie King zrobiło się bardzo ale to bardzo gorąco. Mamy tutaj klimat nieco przypominający „Karmazynowy Przypływ”, gdzie załoga podzielona na dwie frakcje chce przejąć dowodzenie nad okrętem. Z jednej strony ktoś może powiedzieć, że to oklepany schemat, który pojawił się w milionie filmów czy seriali. Ale jak to się oglądał. Ani chwili nie miałem poczucia wtórności. Fakt, czasami myślałem, że udało mi się coś przewidzieć, jednak twórcy szybko wyprowadzali mnie z tego błędu. Mamy tutaj wręcz fenomenalną walkę dwóch wielkich osobowości. Z jedym narożniku ringu mamy admirała Southera – patriotę i kompetentnego oddanego dowódcy wraz z lojalnymi oficerami Agathy King, którzy sami, zauważają spory rozjazd w sposobie dowodzenia po utracie przez Southera dowodzenia nad okrętem. Z drugiej strony jest admirał Nguyen –  silny charyzmatyczny dowódca-zdrajca, który do tej pory mnie nie przekonał, czy robi to co robi z pobudek patriotycznych, tylko został zmanipulowany, czy też chodzi o osobiste korzyści. Do tego oddanie podwładnych Nguyena i ich wyjaśnienia dlaczego są mu wierni jest całkiem zrozumiały i przekonujący. Na dokładkę tych wszystkich emocji na koniec piątego i poczatek szóstego odcinka dostajemy desperackie działanie Nguyena, który wystrzeliwuje tajną broń z powierzchni Io. Całą akcję na pokładzie Agathy King oglądałem z zapartym tchem i tutaj też żałuję, że nie pokazali więcej szczegółów z jej pokładu w dalszej części serialu, bo niestety w „Immolation” wyraźnie zmieniono perspektywę narracji i na okręcie widzimy już jedynie akcję związaną z Cotyarem i później Naomi i Alexem. Bardzo bym chciał zobaczyć nieco więcej z tego kotła nad Io z perspektywy obu flot – zdecydowanie dwa odcinki na te wydarzenia to za mało 😛

Zgodnie z oczekiwaniami cała fabuła pchnęła w końcu załogę Rocinante do konfrontacji z Julesem-Pierre Mao. Jednak jeszcze zanim Holden wraz z towarzyszami dokonali desantu na ośrodek badawczy Protogenu mogliśmy być świadkami dalszej integracji powiększonej załogi. Bardzo ważne było osobiste wyznanie Naomi – przejmujące a zarazem rzucające inne światło na tę postać. Również rozmowa pani sekretarz z Holdenem nie jest bez znaczenia. Ogólnie, jak pewnie już zauważyliście, bardzo mi przypadła do gustu powiększona załoga Rocinante. Na drugim biegunie mamy ośrodek badawczy Protogenu, gdzie sukces w stworzeniu nowej generacji hybrydy zwiększa apetyty zarówno Mao jak i doktora Stricklanda. Oczywiście następna w kolejności do hybrydyzacji, tak żeby podbić napięcie, jest córka Praxa. Tym samym całe spowolnienie akcji pryska niczym połowa populacji kosmosu po pstryknięciu palcami przez Thanosa uzbrojonego w swoją rękawice.

Holden, Amos, Prax i Bobby muszą zdążyć przejąc dzieciaki zanim Strickland i Mao zdążą uciec z wynikami swoich badań, wiedząc już, że Nguyen na Agacie King nie może im już pomóc – wystrzelenie broni również odebrali jako ostatni akt desperacji admirała. W ramach nadziei na pozbycie się intruzów doktor Strickland wypuszcza też hybrydę, aby zapolowała na desant i go spowolniła odpowiednio. Z drugiej strony załoga Roci zaczyna walczyć z czasem, bo oprócz uratowania córki Praxa chcą też w jakiś sposób zneutralizować wystrzelone torpedy. Akcja przez cały czas nie zwalnia, na dowód tego powiem tylko, ze w pewnym momencie załoga Rocinante rozdziela się na cztery grupy: Bobby w swoim zarąbistym marsjańskim pancerzu marines walczy z hybrydą, w głowie mając jednocześnie nieodpartą chęć zemsty za to, co protomolekuła zrobiła z jej oddziałem. Holden, Amos i Prax szukają dzieciaków. Naomi i Alex lecą Razorbackiem na zainfekowaną Agathę King szukać paneli kontrolnego wystrzelonej z Io broni, a na pokładzie Roci zostaje Avasarala do nadzorowania całego tego chaosu, który się właśnie dzieje. Dodajmy, że na orbicie ciągle jeszcze odbywa się groźny taniec flot marsjańskiej i ziemskiej. Na koniec we wszystko zostaje jeszcze wmieszany Pas, który mocno ratuje sytuację.

Jakby tego było mało, w szóstym odcinku nie mogło zabraknąć wątku ziemskiego, gdzie ostatecznie Anna Volovodov konfrontuje się z Gillisem i Errinwrightem. Mając w arsenale nagranie od Christjen nie było najmniejszego problemu aby przekonać sekretarza generalnego do tego, że Errinwright to zdrajca, który próbuje ratować swój tyłek a zasłoną dymną ma być wojna. Była to bardzo dobra okazja do ukazania charakteru Gillisa, którym w zasadzie Errinwright gardził i doskonale wiedział, że może w bardzo łatwy sposób manipulować. Porażkę jednak poniosła jednak też Anna, która liczyła, że jej stary przyjaciel się zmieni. Okazuje się jednak, że nie ma na to szans. Wciąż najważniejsze dla Sekretarza generalnego jest to, aby go nie zapamiętano jako tego, kto spowodował wojnę z Marsem, nie obchodzi go w ogóle ilość ofiar, jakie cały ten spisek spowodował. Oglądało się to również z zapartym tchem i przyznam, że nie do końca wierzyłem, że Errinwrighta się uda tak łatwo pokonać – cały czas czekałem na jakiś cios w plecy, truciznę, zamach stanu – wszystko było możliwe.

Jak już się zorientowaliście, w obu odcinkach dzieje się naprawdę dużo i muszę przyznać, że są to jedne z najlepszych epizodów serialu, które dorównują spokojnie do „CQB” z pierwszego sezonu i dwóm pierwszym odcinkom serii drugiej. Poziom wbicia w fotel i opadnięcia kopary do ziemi na maksymalnych wskazaniach. Właśnie takie odcinki udowadniają, że Expanse to serial genialny a wręcz arcydzieło. Nie boję się powiedzieć, że SYFY zachowuje się idiotycznie i irracjonalnie pozbywając się takiej perełki ze swojego portfolio.  Na koneic dodatem, że wraz z szóstym odcinkiem zakończyła się fabuła drugiego tomu książki, tym samym wkraczamy do Bramy Abaddonu 🙂

Wszystkie zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony serialu