Star Trek TAS: The Eye of the Beholder – recenzja (odcinek 1×15)

Zaskakująco ciekawy odcinek. Nasi dzielni załoganci trafiają tutaj do zoo, rzecz jasna w charakterze eksponatów. Nie jest to takie zoo jak w odcinku „The Cage”, ale o wiele bardziej przerażające. Wszystko wskazuje na to, że z nadzorcami nie można się porozumieć i nie pomaga nawet wolkańska telepatia. Co więcej, gdy Spock próbuje się z nimi połączyć, oprawcy go wręcz wyśmiewają. Oczywiście nasi bohaterowie koniec końców uciekają, a z odsieczą przybywa im niejaki Scotty. Czemu mi się ten epizod tak bardzo spodobał? Wreszcie ujrzałem fabułę w serii animowanej, gdzie żałowałem iż nie trwa tyle co standardowy odcinek. Naprawdę byłem ciekaw jak Kirk i spółka sobie poradzą z kłopotami a przez to, że odcinek trwa 20 minut, końcówka jest niestety mocno po łebkach. Do tego dostaliśmy zupełnie nowych obcych, którzy nie są humanoidalni i są od nas na tyle odmienni, że nie jesteśmy się w stanie z nimi porozumieć. Nie jest to może epizod, do którego będę wracał po latach, ale w całej animowanej serii wybija się ponad przeciętność.