Stargate SG-1: The Enemy Within – recenzja (odcinek 1×03)

W tym odcinku scenarzyści również stają na wysokości zadania. Mimo, że odcinek cierpi na syndrom „drugiego odcinka” czyli „wydaliśmy sporo kasy na pilota więc teraz trzeba przyoszczędzić” nie boli to aż tak mocno.Historia tu jest prosta i nikt nie udaje, że tak nie jest i być może to właśnie sprawia, że jest interesująco. Przede wszystkim dzięki scenie przesłuchania Teal’ca gdzie dokładnie dowiadujemy się jak działają Goauldy i o ich technologia. Świetnie to rozwija wykreowany świat a dodatkowo ukazuję nam rodzącą się przyjaźń pomiędzy Jackiem a Teal’ciem. Z kolei wątek Kowalskiego ukazuję nam sposób myślenia Goauldów i w jaki sposób przejmują oni kontrole nad nosicielami. Można się co prawda zastanawiać dlaczego po powrocie z Chulak (planety z poprzedniego odcinka), nie zbadano rutynowo wszystkich żołnierzy ale może właśnie ten odcinek sprawi, że dowództwo Stargate Command (SGC) wyciągnie takie wnioski. Skoro już jesteśmy przy SGC to ten epizod ciekawie nam pokazuję procedury podczas ataku Goauldów przez Wrota. Zamknięcie przesłony oraz uruchomienie sekwencji autodestrukcji jest dość interesującym motywem. Podsumowując odcinek uważam za udany i fajnie rozwijający nowo powstały świat.