Expanse – „IFF” (sezon 3, odcinek 2, recenzja)

Drugi odcinek to ostra jazda bez trzymanki w głownym wątku, do tego wprowadzona zostaje nowa postać, która wydaje się być kluczowa dla wątku wojny ziemsko-marjsańskiej. Mamy też pociągniętą dalej historię Jules-Pierre Mao, który czuje coraz bardziej nóż na gardle.

Najbardziej emocjonujący jest wątek Razorbacka i Rocinante. Dynamika scen jest bardzo dużo, oglądając pościg za małym statkiem wyścigowym, czułem ogromne napięcie, mimo że wiedziałem jak to się ostatecznie skończy. Do tego wizualnie byłem zachwycony kolejną rewelacyjnie zrealizowaną potyczką w przestrzeni kosmicznej. Nie wdając się też zbyt wielkie szczegóły, podobało mi się rozwiązanie taktyczne jakie wykombinował Holden, aby zdobyć przewagę nad dużo większym eskortowcem ziemskim. Pomysł ze sceną w sekcji magazynowej, gdzie podczas bitewnych manewrów latają narzędzia, a Amos i Prax muszą ogarnąć tę sytuację, to po prostu majstersztyk. Znów oprócz świeżości i dynamiki. dostajemy dzięki tej scenie kolejne uwiarygodnienie świata przedstawionego. Łatwo już teraz każdemu zrozumieć, dlaczego wszelkie drobne przedmioty muszą być na okręcie bojowym zabezpieczone. Mimo ogromnego tempa, nie zabrakło też czasu na relacje między bohaterami. Moją największą uwagę zwrócił w tym przypadku Alex, którego najbardziej chyba dotknął wybuch wojny międzyplanetarnej i gdy odbiera marsjański sygnał alarmowy, na który reszta załogi nie chce zareagować, puszczają mu nerwy. Ciekawie wygląda też wspomniany już tandem Amos-Prax, gdzie nasz prosty mechanik udziela rad życiowych naukowcowi z Ganimedesa. Krótko mówiąc połączony już na koniec odcinka wątek załogi Rocinante oraz sekretarz Chrisjen Avasarali jest fenomenalny i nawet żałuję, że „IFF” nie podjął wyłącznie tej historii.

Nie znaczy oczywiście, że pozostałe wątki są słabe, jednak mocno odbiegają od głównego. Na Ziemi poznajemy niejaką Annę Volovodov dawną przyjaciółkę sekretarza generalnego Narodów Zjednoczonych. Okazuje się ona być obecnie pastorką w założonym przez siebie kościele, ale wcześniej była autorka przemówienia Estebana Sorrento-Gillisa, dzięki któremu wygrał wybory i został sekretarzem generalnym. Jak można się domyślać, wątek ziemski jest stonowany i póki co służył przedstawieni nowej bohaterki oraz zapoznaniu się nieco lepiej z samym sekretarzem generalnym, który do tej pory nie miał za wiele czasu antenowego. Objawia się on jako dość arogancki, dumny, ale zadufany też w sobie lekko oderwany od rzeczywistości polityk, który de facto bardziej zachowuje się jak król na własnym dworze, a nie nowoczesny przywódca całej planety.

Jak wspomniałem na początku, w „IFF” mamy też trzeci wątek, czyli dalsze poczynania Mao. Dolatuje on do księżyca Io, gdzie zgodnie z podejrzeniami Holdena znajduje się tajna placówka naukowa, gdzie przeprowadzane są dalsze eksperymenty w temacie hybryd ludzi i protomolekuły. Jules-Pierre i doktor Strickland pokazani są ponownie jako ludzie pozbawieni jakichkolwiek skrupułów i barier moralnych. Ta część historii wydaje mi się w tym odcinku najbardziej zbędna, ale rozumiem też po co ona była – stopniuje ona napięcie w kontekście najbliższych epizodów, gdzie ostatecznie przecież musi dojść do konfrontacji z załogą Rocinante.

Na koniec, nie może zabraknąć mojego komentarza dotyczącego świata przedstawionego. Tym razem dostrzec można dwie ciekawostki. Po pierwsze, scenarzyści wprowadzili do serialu wątek duchowości/religii. Z jednej strony fajnie, dobrze to zrobiło chociażby Star Trek Deep Space Nine, gdzie kładziono duży nacisk na wierzenia Bajoran. Po drugiej stronie medalu mamy nieudaną moim zdaniem końcówkę Battlestar Galactica i w tym kontekście trochę drżę o dalsze losy Expanse’a. Jeszcze z innej strony, rozbudowuje to znowu uniwersum, więc póki co ostrożnie ale też z zaciekawieniem będę śledził rozwój tego tematu. Drugą ciekawostką jest reakcja mieszkańców Ziemi na wybuch wojny. Możemy zauważyć naprawdę ogromny protest przed siedzibą władz ONZ, oznacza to, że opinia publiczna nie była do tej pory aż tak zantagonizowana w stosunku do Marsa, jak mozna było przypuszczać po dość agresywnym i dążącym do konfrontacji zachowaniem władz.

Ocenić ten odcinek mogę jedynie bardzo pozytywnie. Mimo, że serce podpowiada mi, że chciałbym oglądać tutaj tylko załogę Rocinantę i Razorbacka, to rozum mówi, że scenarzyści bardzo dobrze wyważyli dynamiczną akcję w kosmosie z wprowadzeniem nowej postaci i stopniowaniem napięcia przed spodziewaną konfrontacja naszej dzielnej załogi ze swoim nemezis. Sceny batalistyczne jak zwykle wbiły mnie w fotel i chce ich oglądać jak najwięcej! Natomiast sam odcinek uważam za dużo lepszy niż poprzedni. Już nie mogę się doczekać kolejnej odsłony tej historii!

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony serialu