Spider-man: Homecoming – recenzja

Wprowadzenie Spidermana do uniwersum MCU odbyło się w filmie „Kapitan Ameryka:Civil War”. Zaś „Homecoming” pokazuje nam wydarzenia dziejące się bezpośrednio po tym filmie. Mamy tu więc młodziutkiego Petera Parkera odbywającego staż (czyli bycie Spider-manem) u Starka. Twórcy postanowili tu pokazać nieokrzesanego młokosa, który uparł się wykazać mimo tego, że Tony kazał mu się trzymać na uboczu. Widzimy wiec Pajączka przeprowadzającego staruszki przez ulicę oraz łapiącego złodzieja rowerów, a w jednej sytuacji denerwuję nawet samego Stana Lee. Jest to również nawiązanie do komiksów, gdzie Peter był często symbolem Nowego Jorku. Sytuacja zmienia się dopiero, gdy odkrywa on, że istnieje grupa handlująca sprzętem skradziony po ataku kosmitów na Nowy Jork („Avengers”). Dowodzi nimi niejaki Vulture, który jest jedną ciekawszych postaci wśród złoczyńców w MCU. Ma konkretna motywację, czyli chęć utrzymania rodziny, a gdy próbował robić to legalnie został oszukany. Ciekawy jest też jego kostium, zbudowany z części samochodu. Mi to się bardzo podobało.

Zatem w filmie widzimy tu próbującego wykazać się 15-latka, Starka próbującego być mentorem i nie najgorszy czarny charakter. Całkiem przyzwoicie, prawda? Nawet szkolna ekipa Petera wypada ciekawie a jego najlepszy przyjaciel jest po prostu świetny. Co ciekawe oglądając jak Peter mierzy się z rola superbohatera, widzimy też typowe problemy nastoletniego chłopca w stylu: kogo zaprosić na bal i w niczym to nie przeszkadza wręcz podkreśla dualizm bohatera. Warto też zauważyć nowy kostium superbohatera, wyposażony w takie cuda techniki jak choćby tryb przesłuchań. Takiego stroju jeszcze nie widzieliśmy. Mamy tu też sporo humoru typowego dla Marvela i jak zwykle działającego. Nie mogę też nie wspomnieć o tej wersji cioci May. Z całą odpowiedzialnością: to jest najlepsza ciocia May w historii. Jest dowcipna, urocza i przewrażliwiona na punkcie bezpieczeństwa Petera. A ostatnia scena zasługuje moim zdaniem na Oscara (zobaczcie sami). Trochę dziwne z kolei jest dla mnie wykorzystywanie Kapitana Ameryki do filmów edukacyjnych. Przecież to w tym momencie przestępca ukrywający się w Wakandzie. Ode mnie 8/10 za świetne wprowadzenie Pajączka do uniwersum i to bez zbędnej zabawy w genezę bohatera (tak jak w Strange’u).

 

P.S. Mamy tu dwie sceny po napisach. W pierwszej Toombs (Vulture) spotyka w więzieniu wroga Spider-mana, ale postanawia nie wyjawiać prawdziwej tożsamości Petera. Pewnie będzie do tego nawiązanie w kolejnej części. W drugiej, humorystycznej scenie Kapitan Ameryka mówi nam o cierpliwości. Zabawne. A już jutro kolejne spotkanie z bogiem piorunów, czyli Thorem. Ragnarok jutro o 12:00.

 

P.P.S. Recenzję „Spider-man: Homecoming” oczami pozostałych członków PIFKA znajdziecie tutaj:

„Spider-man: Homecoming” oczami załogantów klubu P.I.F.K.O.