Kapitan Ameryka: Civil War – recenzja

To już trzecia część przygód dzielnego Kapitana ale chyba najważniejsza. Co ciekawe wydarzenia, których jesteśmy świadkami, są pokłosiem prawie wszystkich poprzednich filmów. Po awanturze w Sokovii (podziwialiśmy to w „Avengers: Age of Ultron”) i nieudanej akcji w Lagos, rząd USA postanawia sprawować piecze nad Avengers. Wszyscy superbohaterowie muszą się z tym pogodzić albo odejść na emeryturę. Co ciekawe, gorącym orędownikiem podpisania tego dokumentu jest Tony Stark, ten sam, który odmówił kontroli rządu nad Iron Manem („Iron Man 2”). Jednak po wydarzeniach w Sokovii targa nim poczucie winy i zaczyna rozumieć, że samowolka w dobie superbohaterów nie jest najlepszym wyjściem.  Jego głównym przeciwnikiem staje się Steve Rogers, który po zamieszaniu z S.H.I.E.L.D. („Kapitan Ameryka:Zimowy Żołnierz”) stracił wiarę w kontrolę przez jakakolwiek organizacje. W końcu Kapitan po prostu się wycofuje z Avengers i z działalności superbohaterskiej. Jednak w dniu podpisania aktu nazwanego „Porozumieniem z Sokovii” zostaje dokonany zamach na ONZ a oskarżony oto zostaje Bucky alias Zimowy Żołnierz, przyjaciel Kapitana. W takiej sytuacji naszemu protagoniście nie pozostaje nic innego, jak ponownie założyć kostium i ratować przyjaciela.

Doprowadza to do całkowitego rozłamu w szeregach Avengers, kulminacją, którego jest bitwa na lotnisku w Lipsku. Po stronie Starka pojawili się: War Machine, Vision, Czarna Wdowa, Czarna Pantera (pochodzący z Wakandy dziedzic królestwa, którego ojciec zginął w zamachu na ONZ) oraz Spider-man. Po stronie Kapitana: Falcon, Wanda, Hawkeye oraz Ant-Man. Po bardzo widowiskowej walce, ucieka Kapitan z Buckym tylko po to, by spotkać Iron-mana w siedzibie Hydry. Tam Stark dowiaduję się, że jego rodzice zginęli z rąk przyjaciela Kapitana Ameryki i rozpoczyna się pojedynek Starka z Rogersem. Wygrywa ten ostatni, przez co od teraz musi się ukrywać. Na szczęście wysyła Stana Lee przebranego za listonosza z informacją, że jeżeli on i jego poplecznicy będą potrzebni Avengers, to przybędą.

Dużo się dzieje w tym filmie, mamy zdrady, gorące dyskusje. Wreszcie konflikt Starka z Rogersem jest tak widoczny. Twórcy wprowadzają dwie kompletnie nowe postacie do uniwersum: Czarną Panterę syna Wakandy oraz Spider-mana. W obydwu przypadkach, rzucają nas na głęboką wodę. Te postacie po prostu są, nikt nie tłumaczy skąd wzięli supermoce. Specjalną premię powinna dostać osoba, która do roli cioci May wybrała Marisę Tomei. Takiej ciotki jeszcze nie widzieliśmy 🙂 Co ciekawe, podczas bitwy w Lipsku Spider-man i Ant-man zachowują się tak jakby należeli do drugiej ligi co chwilę wykrzykując zachwyty nad innymi postaciami. W tym natłoku wydarzeń i postaci nic dziwnego, że scenarzystom umknął złoczyńca. Czarny charakter w tym filmie jest tak słaby, że nawet nie chce mi się o tym pisać. Komandos z Sokovii, który poznał tajemnice Hydry i zdołał skłócić Avengers. Kiepsko panowie scenarzyści, kiepsko. Mocny film, który przetasowuje trochę uniwersum Marvela i skłania do zastanowienia się jak relacje Avengers będą widoczne w Infinity War. Ocena 7/10 – byłoby 9 gdyby dali prawdziwy czarny charakter.

 

P.S. Mamy dwie sceny po napisach. W jednej dowiadujemy się, że Kapitan i Bucky ukrywają się w Wakandzie i dopóki nie wyleczą Bucky’ego ten będzie uśpiony. W drugiej senie ciocia May przynosi okład Peterowi Parkerowi, który stwierdza, że bił się z jakimś Stevem z Brooklynu 🙂 a już jutro wchodzimy w świat magi. A zabierze nas tam Doctor Strange. Jutro o 12:00.

P.P.S. Recenzję „Kapitana Ameryki: Wojny Bohaterów” oczami pozostałych członków PIFKA znajdziecie tutaj:

Wrażenia z filmu Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów oczami załogantów Pifka