Ant-Man – receznja

Ant-man to dość specyficzny film jak na standardy Marvela. Mamy tu Micheala Douglasa grającego Hanka Pyma, czyli pierwszego Ant-mana w czasach Zimnej Wojny. Obecnie przebywa na emeryturze, ale niejaki Darren Cross (Corell Stoll, kojarzycie go zapewne z „House of Cards”, gdzie grał senatora Russo. Pierwszą ofiarę Franka ;)) były protegowany jest bardzo blisko skopiowania tej technologii a ponieważ nie ma on skrupułów zamierza sprzedać ją temu, kto da najwięcej czyli prawdopodobnie Hydrze. Pomaga mu Hope Van Dyne (znana z serialu „Lost”, Evangelina Lilly), prywatnie córka Pyma.

Teraz na scenę wkracza główny bohater czyli Scott Lang (Paul Rudd – narzeczony, a potem mąż Phoebe z „Przyjaciół”) szlachetny włamywacz, obecnie na bezrobociu z zakazem dostępu do swojej córki. W skutek dziwnego zbiegu okoliczności Scott wchodzi w posiadanie stroju Ant-Mana. Jak się okazuje, od samego początku zaplanował to Pym, aby go wyszkolić. Jego zadaniem będzie wykradzenie stroju Crossa. Dalej mamy klasyczne motywy filmu w stylu „Ocean Eleven”. Widzimy szkolenie Langa, akcję, coś oczywiście nie tak jak powinno i wszystko kończy się walką pomiędzy Ant-Manem a Yellowjacketem, czyli klasycznie dla Marvela dobry Ant-Mam vs zły Ant-Man.

To co wyróżnia ten film, to na pewno jego humor. Mamy tu różne jego przykłady:sytuacyjny, gagi, absurdy (ciuchcia Tomek!!!) i one-linery. To właśnie dowcip w tym filmie sprawia, że opowieść o człowieku mrówce da się oglądać a nawet świetnie się przy tym bawić. Gdyby twórcy postanowili zrobić to na serio jak choćby Thora, to zapewne byłby to najgorszy film Marvela w historii (a tak ciągle przoduje Incredible Hulk). Jeśli mówimy o humorze to muszę też wspomnieć o postaci Luisa. Jego sposób opowiadania historii jest genialny, a w jednej z nich jest nawet Stan Lee. Do tego twórcy świetnie się bawią koncepcja zmniejszania i powiększania różnych rzeczy. Wspomniana wcześniej ciuchcia Tomek, wielka mrówka czy czołg – to trzeba zobaczyć. Film jet również kameralny. Po Avengersach dostajemy historię, która dzieję się tak jakby z boku. Nie ma tu ratowania świata, epickich wydarzeń, Kamieni a raczej prywatna akcja. Pojawia się co prawda Falcon i siedziba Avengers, ale tak jak mówię, ten film to taki bardziej poboczny quest. Nie jest to wada, ale po Ultronie dziwnie się to ogląda. Film broni się jako samodzielna produkcja a nawiązania do uniwersum dodają smaczku. Ocena 7/10.

 

P.S. W scenie po napisach Hank pokazuje Hope kobiecy kostium do zmniejszania. Kostium Osy. Czyli w następnej części będzie się działo 🙂 W kolejnej scenie widzimy spotkanie Falcona, Kapitana Ameryki i Zimowego Żołnierza. Nie powiem wam o czym mówią. Sami obejrzyjcie 🙂 Tym bardziej, że już jutro kolejne spotkanie ze Stevem Rogersem w tzw. Avengers 2,5 czyli Kapitan Ameryka: Civil War. Zapraszam.