Iron man 3 – recenzja

Kolejna część Iron Mana od początku miała pod górkę. Przede wszystkim jest po „Avengers”, które wysoko zawiesiły poprzeczkę i trudno to będzie przebić. Na dodatek scenarzyści niestety niespecjalnie się postarali w tym filmie. Fabularnie jest, że tak powiem, mocno średnio. Tony’ego Startka dopadają demony przeszłości w postaci kolesia, którego kiedyś zlał a teraz on stworzył tajemniczą superbroń. Brzmi ciekawie? Nie, nie jest. Dodatkowo Stark przechodzi dziwny kryzys egzystencjalny, buduję ciągle nowe zbroje, nie stara się specjalnie w związku z Pepper i debilnie rzuca wyzwanie Mandarynowi.

A właśnie, Mandaryn. Jedyna jasna gwiazda tej produkcji. Legendarny przeciwnik Iron Mana wreszcie zawitał na ekrany. Jego postać jest tajemnicza, intrygująca i przerażająca. Świetne są te wstawki, w których grozi USA. No i ma związek z bodajże najsłynniejszym twistem w historii MCU. Okazuję się bowiem ,ze Mandaryn, ten słynny Mandaryn, to tylko pionek w rękach kogoś potężniejszego. Czyż to nie jest genialne? Wspaniały wręcz idealny twist, który zaskakuję i pozwala nam lepiej poznać postać antagonisty. No dobra, yaycuje. Mało mnie krew nie zalała jak zobaczyłem co zrobili z Mandarynem. Tak się po prostu nie robi. Tym zachowaniem wkurzasz cześć widzów, którzy znają komiksy a drugą połowę dekoncentrujesz. Nieładnie panowie scenarzyści nieładnie.

Film wyraźnie się nie udał i nie pomoże tu nawet Stan Lee jako juror w konkursie piękności. Ta część nie jest tak zła jak Thor czy Incredible Hulk, ale ta fabuła po prostu nie działa. Dodatkowo twórcy jakby zapomnieli  o rozwoju uniwersum. Co prawda jest tu wspomniana akcja w Nowym Jorku, ale jednak to trochę mało jak na tak ambitny projekt jakim jest pierwszy serial filmowy. Przecież Tony mógł się zwrócić o pomoc chociażby do S.H.I.E.L.D. i już by było trochę lepiej. Ale zamiast tego Tony spotyka ichnią wersję Wesleya Crushera… Z ciężkim sercem daje temu filmowi ocenę 4/10.

 

P.S. 5/10 bo scena po napisach podwyższa ocenę filmu o jedno oczko.  Widzimy w niej Tony’ego, który opowiada cały film niejakiemu Bruce’owi Bannerowi. Tak, sam Hulk jest jego psychoterapeutą. I za ten niewymuszony humor, za Hulka oczko wyżej. A przed nami druga część Thora, która zawiedzie nas prosto do mrocznego świata. Już jutro o 12:00