Avengers – recenzja

No i się doczekaliśmy. Pierwsze spotkanie Iron-mana, Hulka, Czarnej Wdowy, Kapitana Ameryki i Hawkeye’a 🙂 Od razu wam powiem: jest zajebiście. Ciężko użyć innego słowa, bo ten film to kwintesencja humoru i nie najgorszej fabuły, która co prawda służy pokazaniu jak największej akcji ale potrafi zainteresować. Jak bowiem widzieliśmy w Thorze, Nick Fury wraz z ekipą zaczyna bawić się Tesseractem, który widzieliśmy również w Kapitanie Ameryce. Jego bowiem używał Red Skull, czyli przeciwnik Rogersa.

Jak widzicie, twórcy postarali się, aby ta część była powiązana z poprzednimi. Jednak jeśli ktoś nie widział Thora (zazdroszczę) ani Kapitana Ameryki (duży błąd), to nadal zrozumie historię w Avengers. Zatem organizacja  S.H.I.E.L.D. próbuje ujarzmić moc Tesseractu, przez co sprowadza na Ziemię naszego znajomego Lokiego, który postanawia podbić całą planetę. Przy pomocy swojego berła hipnotyzuje Hawkeye’a i profesora z filmu Thor. W takiej sytuacji Nick Fury może zrobić tylko jedno –  powołać Avengers. Bardzo mi się podoba pierwsza cześć filmu, gdy drużyna jest zbierana. Wezwanie Czarnej Wdowy umożliwia nam zobaczenie jej niesamowitych umiejętności, Starka zastajemy w sytuacji prywatnej z Pepper, a wkroczenie na scenę Kapitana Ameryki – świetna sprawa. Miło, że scenarzysta nie zapomina, że to on był Pierwszym Superbohaterem. No i mamy jeszcze Hulka. W tej roli zamiast Edwarda Nortona wystąpił Mark Ruffalo i jego Hulk a raczej Bruce Banner zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu. Jest on tu naukowcem świadomym potęgi, którą posiada i jest nią przerażony. Gdy nasza tytułowa ekipa łapie Lokiego, niespodziewanie przybywa jego brat Thor i robi się jeszcze ciekawiej.

Oczywiście Loki sporo miesza, Avengersi wydają się być skłóceni, ale w ostatecznej próbie, czyli podczas kosmicznej inwazji na Nowy Jork, staną na wysokości zadania. Muszę tu wspomnieć o mojej ulubionej scenie gdy Hulk staje przed Lokim a ten każe mu się ugiąć bo jej jego bogiem – mistrzostwo. Wybór Lokiego na głównego przeciwnika wydaję się być logiczny. Tylko on jedyny nadawał się z poznanych dotychczas wrogów. Ewentualnie mogłaby  być jeszcze Hydra, ale nie jestem pewien czy potrzeba by tu całej paczki. No i genialny występ Stana Lee, który po bitwie  mówi reporterce, że superbohaterowie to jakieś bzdury. Oklaski za dystans do siebie i swojej twórczości. Zasadniczo oceniam film na 8/10. Za humor, za akcję i za lekkie przetasowanie świata MCU, bo po tej bitwie już nic nie będzie takie samo.

 

P.S. Mamy tu dwie sceny po napisach. Jedną genialną a drugą z Thanosem 🙂 Najpierw widzimy szalonego Tytana, który słucha o Ziemi i uśmiecha się złowrogo. Oczywiście daje to nam nadzieję, że niedługo ujrzymy epicką walkę Avengers z tym przeciwnikiem. Natomiast w drugiej scenie Avengers jedzą kebab. Jest to oczywiście nawiązanie do słów Starka w czasie bitwy o pójściu na kebab, jednak jest w tej w scenie coś niesamowitego. Nie pada tu żądne słowo a mimo to widok zmęczonych herosów zajadających się kebabem – coś pięknego. A przed nami kolejne – trzecie już spotkanie ze Starkiem w filmie  Iron Man 3. Do zobaczenia jutro o 12:00 🙂