Thor – recenzja

No i mamy pierwszy film o nordyckim bogu piorunów. Czy udany? Nie bardzo…Może zacznijmy od pozytywów. Jednym z nich jest castingowy strzał w dziesiątkę czyli Chris Hemsworth, który podobnie jak Robert Downey Jr. po prostu urodził się do tej roli. Jego Thor jest męski, przystojny i wygląda dokładnie tak jak moglibyśmy sobie wyobrażać nordyckiego boga.

Kolejny pozytyw to…. eeeee…. Darcy. Jest to lekko zbzikowana asystentka Jane Foster czyli ziemskiej ukochanej Thora. W ten gładki sposób przechodzimy do negatywów a jednym z nich jest scenariusz. Ja rozumiem, że reżyser, niejaki Kenneth Branagh jest fanem Szekspira, ale pomysł by wymieszać tu wątki z jego twórczości, po prostu nie wypalił. W skrócie: Z powodu intrygi brata (Lokiego) Thor zostaje wygnany na Ziemię, gdzie pozbawiony swego Młota oraz mocy spotyka Jane Foster (Natalie Portman pokazująca jak bardzo nie chce grać w tym filmie) a jego brat przejmuje władzę w Asgardzie. Przyznaje, że sam pomysł może się podobać, jest tu widowiskowo, ale też niesamowicie nudno. Mimo, że na ekranie dzieją się niesamowite rzeczy widza bardzo mało to interesuje. No bo przecież wiadomo, że Thor zrozumie swoje winy i odzyska Młot. Wiadomo, że Loki przegra i władcą Asgardu zostanie nasz blond bohater. Nawet w zamierzeniu zabawne wstawki nie bawią. Widać, że scenarzyści uznali, że rozbawi nas Thor nieznający naszego świata i wbijający prosto na środek jezdni albo rzucający szklanką o podłogę niczym XVI wieczna szlachta. Jednak wyraźnie zabrakło tu tego magicznego czegoś, co przykuwa nas do ekranu. Naprawdę z całego filmu wyniesiemy tylko Thora i Darcy martwiącą się, że S.H.I.E.L.D. zabrało jej iPoda. Cała reszta jest do wyrzucenia.

Naprawdę doceniam, że tym razem wróg głównego bohatera ma lepszą motywację niż „zabić”. Loki jest nietuzinkową postacią, żyjącą zawsze w cieniu wspaniałego brata i na dodatek odkrywającą, straszną prawdę o swoim pochodzeniu. Jednak mimo to film się całkowicie nie udał. I nie uratuje tego nawet Stan Lee próbujący poruszyć Młot Thora samochodem. Ocena 2/10.

 

P.S. Scena po napisach jest o dziwo ciekawsza niż cały film. Widzimy w niej współpracownika Jane, który spotyka się z szefem S.H.I.E.L.D.. Ten zaś pokazuję mu Tesseract, a my widzimy jak scenie pojawia się Loki i każe wypowiedzieć pewne słowa staruszkowi (temu od Jane). Rodzi to trochę pytań. Czy Loki wcielił się w starszego pana? Czy tylko wywiera na niego wpływ? i jak zakończy się zabawa czymś tak potężnym? Przyjdzie czas odpowiedzieć na te pytania, najpierw jednak cofniemy się do czasów II wojny światowej, aby poznać pewnego kapitana. Już jutro o 12:00 poczytacie o sławnym Kapitanie Ameryce.