Odpowiednik – recenzja pierwszego sezonu

Kilka dni temu znęcałem się nad Timeless i żeby nie było, że tylko marudzić potrafię chciałbym tym razem opisać serial, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Znajomy w pracy (dzięki, Patryk!) polecił mi serial „Counterpart”, czyli po naszemu „Odpowiednik”, będący fantastyczno-naukową opowieścią o szpiegostwie, tajemnicach i portalu do równoległego wszechświata. Cóż… Jest nieźle. 🙂

Akcja serialu dzieje się w dzisiejszych czasach w Berlinie, a bohaterem jest Howard Silk – nudny, szary i niewiele znaczący pracownik tamtejszej placówki ONZ. Howard od wielu lat wykonuje swoje obowiązki, które polegają… No właśnie nie wiadomo na czym. Główny bohater wykonuje bez szemrania dość dziwną robotę polegającą na codziennej wymianie dziwnych, zakodowanych wiadomości z tajemniczymi ludźmi w betonowym, niczym nie wyróżniającym się bunkrze, czy piwnicy. Ani on, ani tym bardziej widzowie nie mają pojęcia o znaczeniu tych wiadomości, tożsamości rozmówców, ani nawet o tym, dlaczego wszyscy biorący udział w wymianie zaszyfrowanych kodów muszą przechodzić dziwne procedury.

Howard jest jednak prosty i poczciwy. Nie ma w nim ikry i buntu, a kiedy jego prośba o awans ze względu na staż jest odrzucona, pokornie się wycofuje. Zresztą ma do czego, bo jego ukochana żona od dwóch tygodni przebywa w śpiączce w szpitalu po tym, jak ktoś potrącił ją autem.

Świat Howarda rozsypuje się jednak, kiedy pewnego dnia zostaje przez zwierzchników poproszony na konfrontację z samym sobą. 🙂 I wtedy scenarzyści odkrywają część kart: tak na prawdę placówka ONZ jest tylko przykrywką dla prawdziwego przeznaczenia budynku, który jest przejściem granicznym (z celnikami, paszportami, itd.) do równoległego wszechświata. W latach 80-tych naukowcy przypadkiem odkryli (albo stworzyli) bramę w piwnicach tego budynku i okazało się, że po drugiej stronie jest identyczny świat. A przynajmniej był identyczny do momentu odkrycia bramy, bo od tego momentu historie tych światów zaczęły się różnić. Czyli Archimedes i Napolen robili to samo, ale lata 90-te i późniejsze mamy oddzielne. Okazuje się też, że grupka terrorystów z drugiej strony planuje jakieś ataki u nas, a do walki z nimi zostaje wysłany „tamtejszy” Howard Silk, który „tam” jest błyskotliwym agentem wywiadu.

Od samego początku moją uwagę zwróciły dwie rzeczy. Po pierwsze wspaniała podwójna rola J.K. Simmonsa, który pokazuje tutaj, jak świetnym jest aktorem. Momentami aż ciężko uwierzyć, że tak różne (choć podobnie wyglądające) postacie zagrał ten sam aktor. 🙂 Widać to np. w scenie, gdy obaj Silkowie stoją obok siebie. Nasz jest lekko przygarbiony, wycofany, zdziadziały, ma rosnący brzuszek, ale za to Silk z równoległego świata, to jego całkowite przeciwieństwo! Wyprostowany, wysportowany, pewny siebie twardziel. Niesamowite! Za tą rolę Simmonsowi należą się ogromne słowa pochwały i może jakaś nagroda Emmy. 🙂

Druga sprawa, to ciężki i ponury klimat serialu osiągnięty nie tylko kapitalną pracą kamery i montażem, ale przede wszystkim brudno-brunatną paletą barw. Wszystko jest przytłumione i bure. Dużo jest szkła i betonu, a bardzo mało zieleni – nawet w scenach dziejących się w lesie albo parku. To wszystko powoduje, że przeżycia bohaterów są odbierane trochę inaczej, bardziej pesymistycznie i dołująco. A wszystko ma tylko podkreślić stan, w jakim znajdują się oba światy – między nimi nie ma przyjaźni i współpracy. Choć przecież po obu stronach bramy żyją te same osoby, to ich stosunki – w najlepszym przypadku – można by określić jako „chłodne”. Atmosfera przypomina mocno zimną wojnę.

Na serial można patrzeć dwojako. Z jednej strony jest to całkiem niezłe kino szpiegowskie, w którym główny bohater może liczyć tylko na siebie, bo intryga goni intrygę i nawet najbliższy „przyjaciel” może prowadzić podwójną grę. Nie tu kumpli, a jedynie partykularne interesy albo fanatyczne podążanie za ideologami terrorystów. Można w ogóle nie lubić kina fantastycznego, by patrząc w ten sposób na kolejne odcinki serialu całkiem nieźle się bawić. Wyobraźmy sobie po prostu, że brama jest normalnym przejściem granicznym, a drugi wszechświat zwykłym państwem leżącym za miedzą. Wszystko się zgadza: mamy ambasady, celników, pocztę dyplomatyczną – w pewnym sensie to taka mocno uwspółcześniona zimno-wojenna opowieść w stylu Toma Clancy’iego, gdzie szpiedzy przeżywali ciekawe przygody po obu stronach żelaznej kurtyny.

Jednak taki obraz jest niepełny, bo istnieje równoległego wszechświata mocno wpływa na fabułę i bohaterów. Począwszy od tego, że o istnieniu bramy wiedzą tylko nieliczni, przez rozterki bohaterów, którzy w np. naszym świecie nie mają już bliskich, a „tam” mogą ciągle się cieszyć ich obecnością. Ten fantastyczny składnik – choć można byłoby się go pozbyć, by powstała prawdopodobna opowieść szpiegowska – dodaje serialowi emocjonalnej głębi i komplikacji. I trochę zmusza do zadania pytań „co by było, gdyby?”, bo często odpowiedniki z dwóch stron bramy różnią się diametralnie, choć ukształtowały ich te same decyzje życiowe, z drobnymi tylko różnicami. Jak bardzo te niewielkie różnice wpływają na życie?

W każdym razie proporcje kina szpiegowskiego i fantastycznego zostały tu doskonale wyważone.

Siła serialu opiera się na solidnych podstawach, jak gra aktorska czy fabuła i na szczęście omija szerokim lukiem widowiskowość i komputerowe efekty specjalne. Owszem – takowe się pojawiają, ale tylko w tle, by np. czasami odróżnić krajobraz Berlina z dwóch światów, czy urealnić obecność dwóch postaci granych przez jednego aktora. Nie ma tego dużo i bardzo dobrze, bo nie odwraca to uwagi widza od tego, co ważniejsze.

Co nie oznacza, że serial jest bez wad. 🙂 Fabuła jest dość szeroka i szczególnie na początku trudno mi było ogarnąć co się dzieje. Bohaterowie często rzucają nazwiskami i choć kojarzyłem twarz postaci, to nie zawsze wiedziałem o kim mowa po nazwisku. Do wad muszę też zaliczyć momentami „na siłę” i wbrew logice sprawianie, by nasze światy się różniły. Oto przykład: jeżeli do lat 80-tych historia była taka sama, to dlaczego w pewnym momencie słyszymy, że po naszej stronie nie mogą rosnąć rośliny zza bramy, bo u nas jest gorsza gleba? Przecież geologicznie oba światy są identyczne. Do tego niektóre zagrywki scenarzystów są dość oczywiste (nie będzie chyba niespodzianką jeśli napiszę, że obaj Silkowie zamieniają się miejscami).

To jednak tylko szczegóły i gdyby pominąć te drobnostki, to można na prawdę wsiąknąć w pokazywany na ekranie świat.

O tym jak bardzo serial mnie wciągnął niech świadczy fakt, że w pewnym momencie autentycznie poczułem wkurzenie na jedną z postaci, która postąpiła jak ostatni kretyn. 🙂 Zwykle potrafię się odseparować od tego, co oglądam – w końcu to tylko fikcyjne postaci, nieprawdziwy świat i rozrywka. Ot! Pośmiejemy się trochę, nie będziemy przez godzinę myśleć o pracy i tyle. 🙂 Tylko kilka produkcji wciągnęło mnie na tyle, bym zapomniał o całym bożym świecie i poczuł realną więź z bohaterami i właśnie tak było podczas seansu jednego z odcinków, gdy po szczególnie głupiej decyzji jednej z postaci wymknęło mi się solidne przekleństwo. 🙂 Dobrze, że byłem wtedy sam w domu. 🙂

Podsumowując: serial powinien przypaść do gusty zarówno tym, którzy lubią solidne kino szpiegowskie, jak i tym, którzy lubią motyw równoległych światów w fantastyce naukowej. Fabuła jest na prawdę solidna, gra aktorska (szczególnie J.K. Simmonsa) na najwyższym poziomie, a do tego dostajemy ciężki, brudny klimat.

Z utęsknieniem czekam na drugi sezon.