Iron Man 2 – recenzja

Druga część cyklu o Tonym Starku, zdecydowanie mi się podoba. Zastajemy głównego bohatera mniej więcej w momencie w, którym go zostawiliśmy. Cały świat wie, że jest on Iron Manem, samozwańczym obrońcą Ameryki. Jak się można domyślić, ta informacja przysparza mu sporo kłopotów. Amerykański rząd pragnie położyć ręce na stroju Starka i stworzyć całą armię tak uzbrojonych żołnierzy. Dodatkowo w Rosji odnajduję się syn współpracownika ojca Starka, który postanawia sam zbudować podobny strój i o dziwo to mu się udaje.

Jak widzicie ogłoszenie, że się jest superbohaterem nie było najrozsądniejszym posunięciem. Może dlatego Batman ukrywa swoja tożsamość? Jednak to nie jedyne zmartwienia Tony’ego Starka. Okazuję się bowiem, że pierwiastek utrzymujący go przy życiu szybko się wyczerpuję co oznacza dla naszego protagonisty, śmierć. Przekazuję więc on władzę w firmie swojej sekretarce Poppy, sam zaś postanawia się unicestwić. Na szczęście Nick Fury i Czarna Wdowa (genialna Scarlett Johansson) postanawiają go uratować, co skutkuje finałową walką pomiędzy Iron Manem a Whiplashem (co oznacza, że studio po raz trzeci używają tego samego schematu).

W tym filmie przede wszystkim podoba mi się to co scenarzyści zrobili z Tonym Starkiem. Z aroganckiego bogacza pewnego, że wszystko mu ujdzie na sucho stał się mężczyzną, który uświadamia sobie, że popełnił błędy i jest lekko przerażony, że kończy mu się życie. Sceny, gdy widzimy przybitego Starka potrafią poruszyć, a słynna impreza jest jedna z najsmutniejszych scen jakie widziałem. Dodatkowe gratulacje za dość mocne użycie S.H.I.E.L.D. w tym rozwinięcie postaci agenta Coulsona i przede wszystkim Czarna Wdowa. Bardzo podoba mi się wprowadzenie tej postaci do uniwersum. Początkowo jest ona tylko asystentką Starka tylko po to, by się ujawnić jako zausznik Fury’ego. Super, naprawdę jestem jak najbardziej za. A scena walki Czarnej wdowy z pomagającym jej Happym – majstersztyk.

Co do smaczków i ester eggów, to Stan Lee tym razem jako starszy pan stoi w kolejce na Expo. Miłym akcentem było również pojawienie się niedokończonej tarczy kapitana Ameryki i wspominki o walce Hulka. Zresztą jedna z końcowych scen, gdy Fury rozmawia ze Starkiem jest jednym wielkim nawiązaniem do MCU. Zwróciliście uwagę na mapę za głównymi postaciami? Wyraźnie jest tam zaznaczone miejsce odnalezienie Kapitana Ameryki, Norwegia (gdzie znajduje się Tesseract), miejsce walki Hulka prawdopodobne położenie Atlantydy, gdzie włada słynny heros Marvela Namor oraz wyraźnie zaznaczona jest Wakanda. Za świetna rozrywkę i niewątpliwy wkład w rozwój MCU film otrzymuję ode mnie 8/10.

 

P.S. Nie zapomniałem o scenie po napisach 🙂 Tym razem widzimy agenta Coulsona, który pojawia się w Nowym Meksyku, gdzie obserwuje grupę ludzi otaczających tajemniczy przedmiot z kosmosu. Mianowicie młot. Tak ten Młot 🙂 to oznacza, że jutro o 12:00 przeczytacie u nas o filmie „Thor”.