Incredible Hulk – recenzja

Po Iron Manie przyszedł czas na niejakiego Bruce’a Bannera posiadającego zdolność zmieniania się w wielkiego zielonego Hulka. Decyzja o tym, że w drugim filmie poznajemy tą postać wydaje się być logiczna. W końcu to jeden z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów Marvela. Jednak w roku 2003 mieliśmy inny film z tą postacią  i twórcy uznali, że zamiast pokazywać nam jak Banner stał się Hulkiem, pokażą nam konsekwencję tego wydarzenia. W związku z tym genezę postaci widzimy podczas napisów początkowych a potem poznajemy Bannera jako uciekiniera. Ukrywa się on w Ameryce Płd, gdzie przez jego błąd, amerykańskie wojsko wpada na jego trop. Dalej widzimy już klasyczny film o ucieczce przed armią, siłami zła (wstawcie sobie co tam wam pasuje) a w siłach armii U.S.A. poznajemy niejakiego Blonskiego, któremu zamarzyła się taka moc jak ta Bannera.

Niestety nie uważam tego filmu za zbytnio udany. Mój pierwszy problem to sama jego koncepcja. Rozumiem decyzję o nie pokazywaniu genezy i wrzuceniu nas od razu w wir wydarzeń. Jednak dlaczego trzeba czekać prawie połowę filmu, żeby zobaczyć Hulka w pełnej krasie? W Iron Manie czekaliśmy, żeby zobaczyć Starka w zbroi, bo widzieliśmy jak ją budował. Tu Banner już jest Hulkiem więc po co go ukrywać? Jeżeli już zaś zdecydowano się na motyw ucieczki przed wojskiem, to po co wrzucono tam, jak dla mnie kompletnie niepotrzebny, wątek miłosny? I to z córką generała, który ściga Bannera? Siadając do filmu o tytule Incredible Hulk oczekuje pełnokrwistej akcji i trzeba przyznać, że w tego typu scenach film potrafi się wybronić, chociaż spece od efektów specjalnych nie postarali się zbytnio przy tworzeniu Hulka. Niestety, powielono tu też schemat z poprzedniego filmu i przez ostatnie pół godziny Hulk walczy z Abomination czyli takim Hulkiem na sterydach. Walka jest efektowna, pada słynne „Hulk smash” jednak to trochę za mało, żeby poprawić mój odbiór tego filmu.

Drugi problem to Edward Norton, który gra tutaj Bannera. Nijak nie pasuje do tej roli i mimo, że to utalentowany aktor według mnie poległ na tej postaci. To coś takiego, jakby nagle Robert De Niro miał zagrać miłego wujka. No niestety to nie działa. Doceniam twórców za próbę uczłowieczenia Hulka, dodanie jego miłosnych dylematów no i podejścia „nie zrobicie ze mnie broni”,  ale scenarzystom nie udało się mnie zbytnio zainteresować.  Niestety w kwestii spójności z MCU nie mam zbyt dobrych wieści. Gdzieś przewija się nazwa firmy Starka, a w dodatkowej scenie sam Tony. Tu kolejny zarzut. W tej scenie Stark spotyka się z generałem i mówi mu o tworzeniu drużyny. Niestety, ale odbieram to jako kopię dodatkowej sceny z Iron Mana, gdzie o drużynie mówił Nick Fury. Tylko, że wtedy to było coś fajnego, a tutaj mamy odgrzewany kotlet. Ocena filmu 5/10 bo to jednak Hulk 🙂 a jutro o 12:00 ponowne spotkanie z Tonym Starkiem w filmie Iron Man 2.