Star Trek TAS: Once Upon a Planet ? recenzja (odcinek 1×09)

Ten odcinek TASa rozwija wątek z oryginalnego serialu a konkretnie z odcinka „Shore Leave”. Pamiętacie? To było wtedy gdy załoga wylądowała na planecie na, której materializowały się ich życzenia. No wiecie McCoy i Alicja z krainy czarów, Kirk i jego prześladowca. Tamten odcinek był wyjątkowo głupi i nieciekawy. Jednak za to co zrobiono w tym odcinku należą się solidne brawa. Tym razem planowo załoga ląduję na tej planecie, żeby wypocząć. Jednak, niczym w Westworld sytuacja wymyka się spod kontroli. Uhura zostaje porwana a reszta planety zachowuję się tak jakby chciała zabić gości.  Okazuję się bowiem, że gospodarz tego przybytku zmarł a komputer lekko zwariował. To znaczy, uznał, że nie chce już służyć niższym istotom i zaspokajać ich zachcianki. Kirk z ekipą będą musieli się nieźle natrudzić, żeby się dostać do tego komputera. A potem żeby go przekonać (jak to w Star Treku) aby odstąpił od swojego planu przejęcia Enterprise. Odcinek mi się podobał, nawet bardzo. Wreszcie choć trochę pokazali jak działa ta „magiczna” planeta. co prawda nie rozwija nam to zupełnie postaci ale za to wspaniale rozwija uniwersum. Cieszę się, że twórcy kontynuują tutaj niektóre wątki z serialu aktorskiego. Akurat „Shore leave” nie jest moim ulubieńcem ale ta jego kontynuacja wyszła zacnie. Popieram takie pomysły scenarzystów.