Star Trek TAS: The Magicks of Megas-Tu ? recenzja (odcinek 1×08)

Bardzo słaby odcinek, nawet jak na serię animowaną. Enterprise ma za zadanie zbadać jądro galaktyki i odkrywa, że tam ciągle trwa wielki wybuch więc jest możliwość kreowania światów i rzeczywistości. Owszem, zdaje sobie sprawę jak głupio to brzmi. Niestety dalej jest jeszcze gorzej. Nasi załoganci spotykają coś na kształt fauna chociaż moim zdaniem bliżej mu do diabła. Przestawia się to, jako Lucien. Kirk i spółka radośnie podążają za nowym przyjacielem, który przenosi ich do świata magii. Dosłownie. Okazuje się, że tutejsza rasa z racji życia w centrum galaktyki, mogą swobodnie kreować rzeczywistość czyli czarować. Niestety łapią oni naszą ulubioną załogę i wtedy odbywa się proces. Okazuję się, że rasa ta zamieszkiwała kiedyś naszą planetę ale ponieważ byliśmy zabobonni i baliśmy się czarów to ich gnębiliśmy. To jest tak głupie i nielogiczne, że aż mnie rozbolała głowa. Po pierwsze to jak mogli czarować na Ziemi? Po drugie jak ich wypleniliśmy skoro znają magię? Reszta odcinka to przechwalanie się Kirka jak doskonale się rozwinęliśmy i jacy jesteśmy teraz wspaniali i tolerancyjni (chyba, że chodzi o kobiety na stanowisku kapitańskim – bez przesady). Rozumiem jaki cel przyświecał scenarzystom tego odcinka. Jednak zrobili to w sposób tragiczny, nie licujący się z marką Star Trek. Zdecydowanie odradzam ten epizod. Jest naprawdę irytujący.