Kosmos 1999: Dorzak – recenzja (odcinek 2×21)

Ten odcinek jest całkiem przyzwoity. Przede wszystkim scenarzyści postanowili rozwinąć wątek Maji. Do księżyca bowiem zbliżą się tajemniczy statek kosmiczny. Na początek tradycyjna głupota odcinka: tajemniczy pojazd wysyła uniwersalny sygnał o zarazie.  Oklaski dla scenarzystów, serio. Po prostu brawa. W całym kosmosie istnieje uniwersalny sygnał o zarazie. No ręce opadają. Potem jest trochę lepiej. Okazuję się, że statek przewozi bardzo groźnego więźnia, niejakiego Dorzaka ostatniego ocalałego z planety Psychon (oprócz naszej koleżanki Maji). Intryga kręci się wokół zagadnienia: komu można ufać. Dowódczyni statku twierdzi, że Dorzak jest groźnym przestępcą ale Maja uważa, że to kłamstwo. Muszę przyznać, że ciekawie się oglądało tę fabułę. Tony miotający się pomiędzy miłością do psychonki a faktami i wreszcie załamanie Maji. za to wielki plus dla scenarzystów. Można to było oczywiście poprowadzić lepiej, trochę dłużej potrzymać nas w niepewności. Sam początkowo byłem przekonany, że to właśnie przywódczyni statku jest „tym złym”. Tak samo wątek Maji, która odkrywa, że nie jest ostatnia ze swojej rasy wypada bardzo wiarygodnie. Jej załamanie, no i końcowe minuty są naprawdę mocne. Na minus zaliczyłbym z kolei wygląd wnętrza obcego statku, który wygląda jak salon z końca XX wieku, łącznie z wygodną kanapą. No ale nie mogę się do końca o to gniewać zważywszy w jakich latach serial był kręcony. Ogólnie odcinek oceniam pozytywnie, zostałem miło zaskoczony.