Kosmos 1999: The Seance Spectre – recenzja (odcinek 2×20)

Już mi się wydawało, że chociaż końcówka tego serialu będzie ciekawsza ale scenarzyści jednak się nie poddają. Tym razem wrócili do swojej dawnej formy czyli zasady „im głupiej tym lepiej”. Księżyc zbliża się do dużej chmury gazowej i załoganci podejrzewają, że w jej środku może być planeta zdalna do zamieszkania. Dowódca Koening aby zapobiec zbyt wielkim nadziejom zamyka centrum dowodzenia i wpuszcza tam tylko wybranych aby reszta załogi się nie zorientowała co jest grane. To jest po prostu mistrzowskie zagranie. Naprawdę. Przecież nie ma nic podejrzanego w tym, że nagle 3/4 obsady mostka zostaje wyrzucona a na monitorach jest szum, prawda? Oczywiście jedna z ekip księżycowych zwiadowców (nawet nie pytam) zaczyna się buntować i zbrojnie odbija centrum dowodzenia. Potem następuję seria katastrof, okazuję się, że zwiadowcy są chorzy na kosmiczną chorobę i mają wizję lasów, łąk zielonych itp. Na koniec odcinka doktor Russel na szczęście wpada na pomysł wyleczenia tej choroby poprzez pokazywanie im zdjęć lasów i łąk. Czyli tego czego prawdopodobnie już nigdy nie zobaczą. No ale jak ich to znudzi to nie będą tego pragnąć. Genialna logika.  Po prostu ręce same składają się do oklasków. Odcinek nudny, przewidywalny i masakrycznie zły. Bywały gorsze epizody tego serialu ale tutaj już naprawdę jest blisko podium. Nie polecam.