Star Trek TAS: The Survivor – recenzja (odcinek 1×06)

Zaskakująco dobry i ciekawy odcinek animowanej serii. Enterprise odnajduje niejakiego Cartera Winstona zaginionego od pięciu lat. Jest on wielkim filantropem i darczyńcą. Można odnieść wrażenie, że to bardzo ważna osoba w tym uniwersum, dlatego zapewne słyszymy o nim pierwszy i prawdopodobnie ostatni raz. Tak się akurat składa, że narzeczona Winstona jest na pokładzie Enterprise… Nieładnie panowie scenarzyści, nieładnie. Za to macie u mnie minus. Bardzo nie lubię takich dziwnych zbiegów okoliczności. Jednak w dalszej części odcinka widzimy, że to szanowny pan Winston tylko dziwna istota potrafiąca zmienić swój kształt i wczuć się w kogoś innego. Coś jak doppler z Sagi o Wiedźminie. Następnie widzimy jak Winston, podszywając się pod Kirka wprowadza Enterprise do strefy neutralnej co rzecz jasna powoduje irytację u Romulan. Jak się okazuje obcy, pochodzący z rasy Vendorian jest romulańskim szpiegiem ,którego zadaniem było ściągniecie Enterprise do przestrzeni romulańskiej. Plan niestety się nie udaje bo szpieg wymięka albowiem zbyt długo udawał Winstona i przeszedł jego szlachetnością. No końcówka jest słaba ale resztę ogląda się zaskakująco dobrze. Mamy tu pokazany spryt i przewrotność Imperium Romulańskiego i muszę przyznać, że podoba mi się ich knucie i intrygi. Jak na 20 minutowy odcinek i to najsłabszej serii Star Treka – polecam. Mi oglądało się to bardzo dobrze.