Kosmos 1999: The Bringer of Wonder – recenzja (odcinek 2×18, 2×19)

Dwuczęściowy odcinek, który jest naprawdę przyzwoity. Cała oś fabularna kręci się wokół obcych, którzy niczym Talosjanie ze Star Treka posiadają niesamowicie silne mocy psychiczne. Dzięki nim wmawiają załodze, że ludzkość opanowała loty w tak daleki kosmos i obecnie przysyła krewnych oraz znajomych załogantów z bazy. Tu muszę przyznać, że ponieważ dotychczas scenarzyści mnie zawodzili, scena przylotu kumpli załogantów byłą dla mnie ciężka. Niesamowicie trudno mi było uwierzyć, że nikt w bazie nie zwrócił uwagi na tę dziwną kwestię czyli przysłanie tylko znajomych oraz na fakt, że już rozmawiali z ziemią i wiedzą, że minęło na niej tyle czasu, że ci ludzie powinni nie żyć. Dodam tylko, że dowódca jest akurat uśpiony w ambulatorium. Jednak przyznaje, że fabuła jest tu poprowadzona bardzo zręcznie a motywy obcych , którzy przyjęli ludzką postać są odkrywane na spokojnie. Tym razem nie dają nam głupiego wytłumaczenia ale widać, że się postarali. Naprawdę jestem pod wrażeniem. Tym bardziej, że najpierw Koening , uznany za szaleńca (jako jedyny widzi prawdziwą postać obcych) próbuje przekonać resztę do prawdy i wypada to tutaj znakomicie. Jego tłumaczenie i zachowanie załogi – majstersztyk. Gdy zaś okazuję się, że obcy żywię się energią nuklearną dowódca całkiem racjonalnie wpada na pomysł, że można by się dogadać. Sama zaś końcówka trzyma w napięciu zaskakującym jak na ten serial. Tym razem scenarzyści zrezygnowali z głupich zagrywek w postaci kokieteryjnej pani doktor i żartów na siłę. I zdecydowanie wyszło to serialowi na plus.