Star Trek TAS: More Tribbles, More Troubles – recenzja (odcinek 1×05)

Na początku tego odcinka pomyślałem sobie, że twórcy wyciągnęli odpowiednie wnioski. Wracamy w rejony planety Shermana znanej nam z odcinka The Trouble with Tribbles i tak naprawdę cały ten odcinek jest zbudowany na powiązaniach z tamtym epizodem. Enterprise wiezie a w zasadzie eskortuje transport słynnego zboża a na jego pokład trafia znany nam już handlarz z tribblami. Tylko, że tym razem tribble się nie rozmnażają tylko rosną. Po chwili nasz statek otaczają klingoni, którzy domagają się wydania handlarza ze względu na sabotaż jaki uczynił. Niestety jest nudno i sztampowo. Wiadomo, że Kirk będzie bronił człowieka (nawet tak irytującego) i nawet końcowy twist związany z tribblami nie sprawi, że zrobi się ciekawiej. Wyraźnie twórcy nie mieli pomysłu jak to ciekawie rozegrać. Z jednej strony gratulacje za dobry pomysł i próbę rozwijania wątków z oryginalnego serialu, z drugiej strony twórcy powinni pamiętać, że nie wystarczy nam rzucić parę tribbli, niby zabawnego handlarza kontra klingoni i wszystko zagra idealnie. Ja się na tym odcinku wynudziłem i z czystym sercem polecić go nie mogę.