Kosmos 1999: The Lambda Factor – recenzja (odcinek 2×17)

Muszę przyznać, że tym razem nie było źle. Księżyc leci przez „obszar spokoju”, gdzie nagle pojawia się dziwne coś. No inaczej tego nazwać się nie da 🙂 To dziwne ustrojstwo sprawia, że wśród ludzi rośnie aktywność fal lambda, przez co uaktywniają się u niektórych moce telekinetyczne i tym podobne zabawy. Wśród załogi zaś jest ktoś, kto zaczyna te moce wykorzystywać w złych celach. Ogólnie całkiem przyjemny epizod z nawet ciekawą historią oraz mocnym finałem. Oczywiście scenarzyści dość szybko zdradzają tożsamość głównego przeciwnika, ale mimo to ogląda się to ciekawie. Szkoda tylko, że nie pokusili się o jakiekolwiek wytłumaczenie tajemniczego „cosia” – czym jest, czemu wpływa na ludzki umysł. Szkoda też, że o badaniach nad ludzkim mózgiem dowiadujemy się dopiero teraz a nie na przykład dwa odcinki wcześniej. No ale cóż tak kiedyś się robiło seriale, bez konkretnego planu na przyszłe odcinki. Nie podobał mi się też fakt, że główny antagonista czerpał siłę z nienawiści do swojej osoby i ogólnie ze złych emocji. To był raczej dziwny wybieg scenarzystów, aby Koening mógł uratować sytuację. Jednak mimo to wystawiam temu epizodowi pozytywną notę za ciekawe podejście do tematu, wpleciony w to wszystko wątek miłosny i wspomnienie o rozluźnieniu dyscypliny w bazie Alpha (najwyższa pora). Zaskakująco dobrze mi się to oglądało.