Kosmos 1999: The Beta Cloud ? recenzja (odcinek 2×16)

Scenarzyści niestety ponownie zawodzą. Po raz kolejny sam pomysł na papierze mógł wyglądać całkiem przyzwoicie, ale już samo wykonanie jest tragiczne. Zacznijmy od tego, że księżyc napotyka na swojej drodze dziwną chmurę. Załoganci zaczynają chorować, ale nikt nie wie dlaczego. Prawdopodobnie nie wiedzą tego również scenarzyści, ponieważ nigdy nam tego nie tłumaczą. Po prostu część załogantów choruje, no i tyle na ten temat. Nasi dzielni załoganci postanawiają zbadać tajemniczą chmurę i w tym celu wysyłają Orła 6. Wraca on po paru dniach już bez załogi, ale za to z obcym potworem na pokładzie. Chmura zaś tłumaczy ludziom, że potrzebuję ich urządzeń do podtrzymywania życia i postanowiła je sobie zabrać. Reszta odcinka to gonitwa pomiędzy Tonymi Mayą a tajemniczym potworem, który niestrudzenie dąży do pozyskania potrzebnych podzespołów. To mógłby być naprawdę dobry odcinek. Wprowadzić tu trochę napięcia, ciekawej walki, fajnego zakończenia i mielibyśmy coś naprawdę interesującego. Niestety, jak już wspomniałem wcześniej, scenarzyści nie dali po prostu rady. Walki z potworem są nudne głównie przez to, że stwór wydaje się być totalnie niezniszczalny i nie pomaga ani żadna przemiana Mayi, ani próżnia ani atmosfera chlorowa. Gdyby ten potwór był coraz bardziej ranny, ale uparcie szedł do przodu, to moim zdaniem byłoby ciekawiej. Ostatecznie sytuację ratuje Maya, która po zorientowaniu się, że obcy nie jest żywą istotą tylko robotem wlatuje mu do ucha jako mucha i coś mu robi. Chmura magicznie znika i wszyscy się cieszą. Głównie Maya, bo Tony, myśląc, że zaraz umrze wyznał jej miłość… Naprawdę nie wiem dlaczego twórcy się tak uparli na wątki miłosne, kompletnie niepasujące do klimatu serialu. Odcinek oceniam jako zmarnowany potencjał. Kolejny raz. Niestety.