Kosmos 1999: A Matter of Balance ? recenzja (odcinek 2×14)

Odcinek jakiś taki nijaki. Poznajemy tu na początku młodą załogantkę Alphy, niejaką Shermeen, która pomaga Tony’emu warzyć piwo. Jak się potem dowiadujemy, jest ona w nim zakochana. Scenarzyści wychodzą tu z prostego założenia, że wystarczy nas o czymś poinformować, aby stało się to faktem. W związku z tym, gdyby nie ta informacja podana na tacy, nigdy bym się nie zorientował, że tak mają się rzeczy. Po jakimś czasie, Księżyc napotyka kolejną planetę a Shermeen nawiedza obcy w formie widma. Okazuję się bowiem, że na tej planecie żyły istoty z antymaterii a teraz chcą się przenieść do świata materii. Brzmi głupio? I słusznie. Zasadniczo cały odcinek kręci się wokół twego zagadnienia, a to co wyczyniają scenarzyści, aby nam to wytłumaczyć jest bliskie groteski. Jest na przykład scena, w której Tony stwierdza, że nie rozumie teorii materii i antymaterii. Na szczęście po 5 minutach tłumaczenia Mayi – zrozumiał. Może powinni uczyć w szkole? Z kolei Shermeen jest stereotypową nastolatką, która kompletnie nic nie kuma, ale posłusznie wykonuje rozkazy widma. zjawa każe jej coś zabrać do bazy? No dobra ale najpierw zapyta, dlaczego sama tego nie zrobi. Postać z antymaterii, grzecznie odpowiada, że nie może bo jest widmem. No ludzie litości. Naprawdę słaby epizod, a co mnie irytuję najbardziej to fakt, że prawdopodobnie już więcej Shermeen nie zobaczymy więc niepotrzebnie się do niej przywiązałem. Słabiutko…