Kosmos 1999: Seed of Destruction ? recenzja (odcinek 2×13)

No nawet ciekawy epizod wyszedł scenarzystom. Na trasie Księżyca pojawia się dziwna asteroida. Aby ja zbadać, na jej powierzchnię wyrusza najlepszy pilot Alan i sam dowódca bazy Koening. Na miejscu okazuję się, że na tajemniczym obiekcie jest jaskinia, gdzie jak odkrywa dowódca jest salon luster. Z jednego z nich wychodzi sobowtór Koeninga, zamienia się z nim kurtką gdyż jego naszywki są „na lewą stronę” i spokojnie wraca na bazę Alpha. Rzecz jasna doktor Russel z Mayą zaczynają coś podejrzewać, więc próbują dowieść, że to nie jest prawdziwy komandor. Oczywiście w kluczowym momencie pojawia się oryginał i mamy do czynienia z klasyczną scena: który z nas jest prawdziwy? Jednak nie wiem czy to przez wykorzystanie tej kliszy, czy przez to, że odcinek skupia się na Mayi ogląda się go bardzo dobrze. Wręcz zaskakująco dobrze. Co prawda konkluzja jak rozpoznać prawdziwego komandora sprawiła, że parsknąłem śmiechem a jednak emocje w odcinku były. Na plus zaliczyłbym tez tajemniczą rasę kryształów, która rozbudziła moją wyobraźnię. Najwyraźniej została tam przez kogoś uwięziona a działania kopii komandora miały za zadanie ja uwolnić. Chwilę po odcinku jeszcze się zastanawiałem. kto ją uwięził, dlaczego to zrobił? Czy to byłą jakaś wojownicza rasa? W końcu tytuł odcinka zobowiązuję. Niestety scenarzyści nic nam na ten temat nie mówią a mogłoby to być dość interesujące. Zamiast tego postawili na znany schemat, który się tutaj sprawdził co nie zmienia faktu, że zabrakło mi odrobiny otoczki i wyjaśnienia co do tej rasy.