Star Trek TOS: Turnabout Intruder ? recenzja (odcinek 3×24)

Ostatni odcinek oryginalnej serii Star Treka jest, delikatnie mówiąc dziwny. Nie bardzo wiem, co scenarzyści chcieli nam tutaj przekazać. O ile w tym sezonie sporo było odniesień co do równości, wyrazy sprzeciwu wobec rasizmu tak tutaj, twórcy postąpili totalnie bezsensu. Na początku epizodu Kirk spotyka swoją dawną miłość, która ma do niego olbrzymi żal. Nie jest to złość za wszystkie kosmitki, które James wyrywał podczas misji. Otóż ona (Janice) ma pretensje o to, że nie mogła zostać kapitanem statku kosmicznego, bo środowisko kapitanów nie akceptuje kobiet. Nie wiem w jaki sposób jest to możliwe z ideałami Federacji… Wg niej (Janice nie Federacji) środowisko kapitanów uważa, że kobiety są zbyt emocjonalne i niezdolne do dowodzenia okrętem. Aby udowodnić, że ich myślenie jest błędne używa dziwnej maszyny, aby zamienić się ciałami z Jamesem T. Kirkiem. Wraca więc nasza Janice w skórze Kirka na Enterprise, a James w jej ciele. No i od tego momentu zaczyna się parada absurdów. Kapitan zaczyna się zachowywać w sposób do niego niepodobny. Na szczęście, Janice przez kilka lat uczyła się funkcjonowania Enterprise, rozkładu pokładów (które i tak myli) oraz akta załogi. Na szczęście nikt nowy nie został zaokrętowany. Dodam tylko, że legendarny wywiad Romulański od paru lat próbuję się dowiedzieć czegoś o Enterprise ale jak widzicie jest on po prostu słaby. Gdy zaś Kirk budzi się w kobiecym ciele tworzy się poważna awantura, która kończy się sądem wojskowym, któremu przewodzi Janice. I uwierzcie mi dla tych scen warto obejrzeć ten odcinek. To co wyprawia tam Shatner przechodzi ludzkie pojęcie. Tak czy owak konkluzja jest taka, że słusznie kobietom nie wolno dowodzić statkiem kosmicznym, bo się do tego nie nadają a końcowy płacz Janice, już w swoim ciele tego dowodzi. Ten odcinek jest po prostu głupi. Świat Star Treka to świat bez uprzedzeń, gdzie każdy może realizować swoje cele, niezależnie od światopoglądu, rasy czy płci. To między innymi za to pokochaliśmy ten świat więc, że zacytuje klasyka. W rzyć sobie wsadźcie taki odcinek. Niestety, ale koniec TOSa zawiódł mnie sromotnie. A przed nami jego bezpośrednia kontynuacja czyli serial animowany. Zaczynam się bać.