Kosmos 1999: The AB Chrysalis ? recenzja (odcinek 2×12)

Księżyc, kieruję się w stronę miejsca, skąd dochodzą potężne eksplozję. Wybuchają one równo co 12 godzin co sugeruje, że nie jest to zjawisko naturalne. Ponieważ w oddali widać planetę, będącą epicentrum wybuchów a czujniki jeszcze nic nie mogą powiedzieć, komandor Koening i Maya wyruszają zbadać sprawę. Na miejscu okazuję się, że to skomplikowany system obronny, chroniący jeszcze ciekawszą rasę. Przechodzi ona bowiem co jakiś czas etap poczwarki i jest wtedy całkowicie bezbronna. Stąd też system obronny co jakiś czas wysyła potężna ilość energii w przestrzeń, niszcząc potencjalne zagrożenie. Oczywiście, żeby uratować bazę Alpha, dowódca musi przekonać mieszkańców aby tymczasowo wyłączyli system. Akurat trzy osobniki się przebudziły i z chęcią wysłuchają argumentów komandora. Zapewne domyślacie się jaki będzie wynik tej rozmowy. Co prawda w pierwszym odruchu istoty mówią nie ale na szczęście się opamiętują. Czy to dobry odcinek? Nawet niezły. Mamy tu dość ciekawą fabułą, która mocno intryguje. Trochę tajemnicy też się znajdzie. Gdy Koening pierwszy raz spotkał sondę bojową i ta stwierdziła, że czeka na swego stwórcę, różne pomysły przychodziły mi do głowy. Trochę się natomiast zawiodłem wyglądem obcych. Tyle razy powtarzano tutaj, że muszą żyć w atmosferze chlorowanej tak obcej od ludzkiej, że spodziewałem się jakichś monstrum. Natomiast okazało się, że wyglądają jak ludzie. Tu też taki mały przytyk bo twórcy poszli po najmniejszej linii oporu czyli zaserwowali nam dwie półnagie dziewoje i rozebranego faceta. Trochę szkoda, że nie postarali się bardziej. Jednak mimo to odcinek oglądało mi się przyjemnie.