Star Trek TOS: All Our Yesterdays ? recenzja (odcinek 3×23)

Tym razem, załoga Kirka ma za zadanie uratować istoty z planety zagrożonej zagładą. Jednak po wylądowaniu nikogo tam nie znajdują za to trafiają do dość dziwnej biblioteki w, której rządzi jeszcze dziwniejszy bibliotekarz ze swoimi klonami. Niestety nie udziela on naszym bohaterom zbyt wielu wyjaśnień a w skutek jego działań Kirk przenosi się w przeszłość planety. W ślad za nim rusza McCoy i Spock jednak oni lądują w epoce lodowcowej. To mógłby być naprawdę dobry odcinek. Wystarczyło, odrobinę puścić wodzę fantazji co takiego mogłoby się wydarzyć w przeszłości na obcej planecie. Jednak scenarzyści, poszli znów na łatwiznę. Kirk trafił bowiem do czasów muszkieterów z którymi musiał stoczyć pojedynek a Spock i doktorek marzli w epoce lodowcowej, gdzie spotkali, zesłaną tam dziewoję. O dziwo zabiera się do niej Spock a na jego agresywne zachowanie jest podane wytłumaczenie: otóż poprzez cofnięcie się w czasie, jego organizm zaczął się zachowywać tak jak Wolkanie w tamtych czasach. Trochę głupie i naciągane, no ale jak cały ten odcinek. Pomału zbliżamy się do końca tego serialu i coraz wyraźniej widać, że scenarzyści mają nawet parę pomysłów takich jak rozwój Spocka czy Kirka co raz bardziej przytłoczonego swoja pozycją na statku. Jednak gdzieś po drodze zgubili coś co było tak wspaniałego w poprzednich sezonach. Zamiast dalej rozwijać to uniwersum lekko na siłę pokazują nam jak nasi bohaterowie są idealni. No cóż. Przed nami ostatni odcinek. zobaczymy co dla nas szykują.