Star Trek Discovery ? ?Vaulting Ambition? ? sezon 1, odcinek 12, recenzja

Mirror Universe ciąg dalszy… Czy jeszcze jest w stanie czymkolwiek zaskoczyć? Udało się przewidzieć twist z końca odcinka?

Recenzja według Mavisa

Prawdę mówiąc obawiałem  się tego odcinka, bo to już trzeci epizod osadzony w Mirror Universe i nie ostatni. Scenarzyści dalej idą po bandzie. Pamiętacie jak na koniec ostatniego odcinka zjawił się masywny okręt i zbombardował powierzchnie planety ? No to nie zobaczycie go w akcji, ani w skali z ISS Shenzhou. Ba  Michael musi przelecieć spory dystans w WARP wahadłowcem, aby dostać się do pałacu Cesarzowej… który jest nieciekawym statkiem. Ktoś zaraz powie, przecież „trzyma” miniaturowe słońce ! A ja odpowiem: No i ? Nic z tym fantem nie robią. Na Burnham też to nie robi wrażenia. Dlaczego dalsza akcja nie działa się na orbicie planety ? Dlaczego twórcy nie chcą pokazać dwóch statków koło siebie na jednym ekranie? Kasy na efekty nie mają czy co ? Jeśli chodzi o samą Cesarzową, to jakoś nie czułem grozy od niej płynącej. Owszem dobry był motyw z wyborem posiłku. Ale reszta jakoś nie przemawiała do mnie. Do tego jeszcze wrócę.

Motyw Stametsa z grzybkową zarazą nawet ciekawy i mam nadzieję, że to będzie kres grzybni. O wątku Voqa mogę powiedzieć, że był…  Wracając do naprawdę ciekawej części, czyli sceny zakończenia odcinka. Główna bohaterka przyznaję się, że jest z Federacji. Nie wiem, co prawda, dlaczego tak łatwo daje się manipulować, ale to pewnie logiczne. W każdym razie najlepszym momentem ( i to jest coś co przyznaję Star Trek Discovery zrobił porządnie)  to de facto…  jedyna rzecz dla której można ten serial obejrzeć jest ostatni twist fabularny. Otóż wychodzi na jaw, że Cesarzowa doskonale wie o istnieniu innego Uniwersum i o Federacji. Wisienką na torcie jest natomiast fakt, że Lorca pochodzi z Mirror Universe . Dla mnie, jest to fenomenalny zwrot akcji. Martwi mnie jedynie co dalej z tym faktem będzie? Jak poprowadzą drugi sezon? Skoro prawdopodobnie będzie trzeba skończyć z najlepszą, rzeczą jaka się przytrafiła temu serialowi?

Moje podsumowanie odcinka? Odcinek słaby, ale ostatnie informacja wbija w fotel.

Recenzja według Wookiego

Odcinek w zasadzie kontynuuje tradycje nudnych, bezpłciowych odcinków wątku Mirror Universe. Po kilku dniach od obejrzenia ?Vaulting Ambition?, w głowie w zasadzie pozostaje twist z zakończenia epizodu, który trzeba przyznać naprawdę mógł zaskoczyć i się scenarzystom nawet udał. Nie obyło się oczywiście bez kontrowersji związanej z nowym faktem dotyczącym MU, czyli nagle dowiadujemy się, że Terranie mają wzrok wrażliwy na światło. Pomysł może i spoko, pod warunkiem, że to jednak jest inna linia czasowa również w MU, bo do tej pory jakoś takiej przypadłości w lustrzanym uniwersum ludzie nie doświadczali. W każdym razie zarówno reakcja Imperatorki jak i historia Lorki to jasne punkty tego odcinka i za to (w końcu) mogę pochwalić twórców Star Trek Discovery. Poza tym z pozytywów, na które zwróciłem uwagę była uczta z Kelpianina przypominająca nieco słynną scenę z Indiany Jonesa. Przyznam, że pojawił się nawet uśmiech na mojej twarzy.

Jeśli chodzi o minusy, to moim głównym zarzutem jest oczywiście scenariusz, który jest potwornie nijaki, bo przecież dobry zwrot akcji z końca odcinka nie może ratować całego wątku Mirror Universe. Wątek napędu grzybowego jest już wręcz komiczny – zmarli trafiają do grzybni… WHAT THE FUCK?!?! Nieźle natomiast wyjaśniono dlaczego Voq tak doskonale zmylił skanery medyczne Federacji. Gorzej, że oprócz tego, wątek ten też jest nijaki i tak jakby scenarzyści nie do końca wiedzieli jak go poprowadzić (co w sumie nie zmieniło się od odcinka pierwszego :P). Do tego strona wizualna też mnie bardzo zaskakuje in minus. Z jednej strony widzimy, że w serialu pojawiają się ładnie wymodelowane okręty, z drugiej strony natomiast, dostajemy potworka jakim jest Pałac Imperatorki, który wygląda jakby był renderowany wraz z wszystkimi efektami specjalnymi Babylon 5. Koszmar.

Słowem podsumowania, dostaliśmy kolejny odcinek w MU, który niczego mi nie urwał, ale z drugiej strony ze względu na zwrot fabularny z końca epizodu, jest to jak do tej pory najlepszy odcinek w Lustrzanym Uniwersum. Mimo wszystko jestem już zmęczony tym wątkiem, jak i całym serialem. Poza niszczeniem uniwersum Star Treka, wieje nudą w fabule i cały drżęna myśl jakie to jeszcze kuriozalne rewelacje twórcy zaserwują nam w związku z grzybnią. Stamets odnajdzie Jezusa? Khalessa? Wioskę smerfów?